Tak wynika z ujawnionego niedawno i zrelacjonowanego w weekend przez brytyjskiego "Timesa" około tysiąca notatek z archiwum Biura Politycznego radzieckiej partii z przełomu lat 1989 i 1990. Do Wielkiej Brytanii z archiwum moskiewskiej fundacji Gorbaczowa wywiózł je rosyjski pisarz i historyk Paweł Strojłow.
Dokumenty potwierdzają to, o czym historycy wiedzieli wcześniej: przywódcy Wielkiej Brytanii i Francji obawiali się zjednoczenia Niemiec. Bali się zlikwidowania żelaznej kurtyny, której zapadnięcie w 1945 r. z niepokojem obwieścił Winston Churchill. Ale nowością jest ostrość ich sądów. Oraz zagubienie Kremla.
W opisanych przez "Timesa" rozmowach zdumiewa brak zainteresowania zachodnich przywódców rozpoczynającymi się przemianami w Europie Środkowej i Wschodniej. Dwa miesiące przed upadkiem muru berlińskiego premier Margaret Thatcher sugerowała radzieckiemu przywódcy Michaiłowi Gorbaczowowi, by zrobił, co w jego mocy, by nie dopuścić do zjednoczenia Niemiec. "Nie chcemy zjednoczonych Niemiec. To prowadziłoby do zmiany powojennych granic. Nie możemy na to pozwolić, ponieważ zdestabilizowałoby to sytuację międzynarodową i zagroziłoby naszemu bezpieczeństwu" - miała mówić Gorbaczowowi Żelazna Dama.
Według "Timesa" Thatcher zapewniała, że rozpad Układu Warszawskiego nie leży w interesie Zachodu i że Europa Zachodnia nie będzie naciskała na wyciągnięcie Środka i Wschodu kontynentu z objęć komunizmu. Zachód - zapewniała - nie zrobi też niczego, co naraziłoby na szwank bezpieczeństwo ZSRR. "Rozumiem, że wasze stanowisko jest następujące: przyjmujecie z zadowoleniem, że każdy z krajów bloku wschodniego rozwija się na swój własny sposób, o ile pozostaje Układ Warszawski.
Doskonale rozumiem to stanowisko" - mówiła Thatcher. "Times" pisze, że premier doskonale wiedziała, jak fatalne dla jej reputacji byłoby ujawnienie treści tej części rozmowy z Gorbaczowem. Poprosiła więc, by jej nie protokołować. Archiwiści Kremla nie spełnili prośby i uwagi Żelaznej Damy zostały "odtworzone z pamięci".
Obawy Thatcher podzielał François Mitterrand. Miesiąc po obaleniu muru berlińskiego doradca francuskiego prezydenta Jacques Attali spotkał się w Kijowie z doradcą Gorbaczowa Wadimem Zagładinem. Francuz miał powiedzieć, że brak interwencji ZSRR w NRD zdziwił Paryż.
Attali dopytywał się też, czy ZSRR pogodzi się ze zjednoczeniem Niemiec i nie zrobi nic, by mu zapobiec. "
Francja pod żadnym pozorem nie chce zjednoczenia Niemiec, chociaż zdaje sobie sprawę, że w końcu nie da się tego uniknąć" - mówił.
Według "Timesa" nowe światło na historię rzucają też notatki kremlowskiego aparatczyka Anatolija Czernajewa, który 20 lat temu odpowiadał za kontakty z partiami komunistycznymi. Wynika z nich, że zachodni politycy, którzy spotykali się z Gorbaczowem, zapewniali go, że "nikt nie chce zjednoczonych Niemiec". Zdaniem Czernajewa prezydent Mitterrand miał nawet zaproponować ZSRR sojusz wojskowy, by do tego nie dopuścić. Oficjalnie sojusz miał być powołany do stawiania czoła klęskom żywiołowym.
W dokumentach wywiezionych przez Strojłowa są też informacje, że w napiętych dniach listopada 1989 r. Gorbaczow i jego doradcy zastanawiali się, czy to ZSRR sam nie powinien obalić muru berlińskiego, by ubiec demokratyczną opozycję i utrudnić jej przejęcie inicjatywy. Kiedy na naradzie 3 listopada 1989 r. szef KGB Władimir Kriuczkow powiedział, że "na ulice Berlina i innych miast wyjdzie jutro 500 tys. ludzi", szef radzieckiego
MSZ Eduard Szewardnadze stwierdził: "Może byłoby lepiej, gdybyśmy zburzyli mur sami".
Dla Gazety: Janusz Reiter, ambasador Polski w Niemczech (1990-95) i USA (2005-07) "Na sprawę trzeba spojrzeć spokojnie. Oczywiście tradycyjne mocarstwa europejskie mają skłonność do myślenia w kategorii status quo. A zjednoczenie Niemiec było postrzegane jako zmiana takiego status quo - podział Niemiec był bowiem rdzeniem powojennego układu sił i porządku.
Dopóki w 1989 r. zachodziły przemiany w Polsce, to owszem, były to ciosy zadawane systemowi, ale nie stawiały problemu przyszłości porządku politycznego Europy. Sytuacja się zmieniła, kiedy te zmiany wkroczyły do Niemiec i pojawiło się pytanie o nowy ład europejski.
W wielu stolicach pytanie to stawiano z niepokojem. Także dlatego, że takie kraje jak Francja czy
Wielka Brytania w zjednoczeniu Niemiec widziały umniejszenie swej pozycji w Europie.
Ważne jest to, że wszystkie te kraje zorientowały się w odpowiednim momencie, że nie ma sensu powstrzymywać tego procesu.
Największy wpływ miała na to polityka USA. A Amerykanie nie mieli obaw. USA właściwie bez wahania poparły zjednoczenie Niemiec, co skłoniło inne państwa europejskie do przemyślenia stanowiska. W końcu nawet ci najbardziej konserwatywni Europejczycy wykazali się przenikliwością i dalekowzrocznością i poparli proces zjednoczenia."