http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wystarczył zbuntowany batalion do opanowania Warszawy

Paweł Wroński
2009-09-14, ostatnia aktualizacja 2009-09-13 19:31

24 sierpnia 1989, Sejm głosuje nad kandydaturą Tadeusza Mazowieckiego na premiera
24 sierpnia 1989, Sejm głosuje nad kandydaturą Tadeusza Mazowieckiego na premiera
Fot. Tomasz Wierzejski / Agencja Gazeta

- Proponuję, aby z rankingów, który premier III RP był najlepszy, od razu wykluczyć Tadeusza Mazowieckiego, bo on był najlepszy z racji wyzwań i dokonań - mówił wczoraj b. premier Włodzimierz Cimoszewicz podczas sesji naukowej na Uniwersytecie Warszawskim na 20-lecie powołania rządu Mazowieckiego.

GALERIA ZDJĘĆ
Minister spraw zagranicznych rządu Mazowieckiego Krzysztof Skubiszewski przypominał wczoraj, że w 1989 r. rządzący w NRD i Rumunii początkowo namawiali ZSRR do interwencji w Polsce. Także gdy upadł mur berliński sytuacja nie była wyklarowana. Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe stwierdził, że traktat graniczny z 1970 r. nie obowiązuje zjednoczonych Niemiec, a równocześnie ta granica była gwarantowana przez ZSRR.

Jak mówił Skubiszewski, polską racją stanu było uznanie przez Niemcy granicy oraz odrzucenie gwarancji granic przez jakiekolwiek mocarstwo, "jeśli bowiem ktoś cokolwiek gwarantuje, to ma wpływ na to, co dzieje się w kraju". - Konieczna była całkowita zmiana relacji z ZSRR i wyzwolenie się z jego strefy wpływów - tłumaczył.

Skubiszewski przypomniał, że Polska zawarła wtedy porozumienie z Europejską Wspólnotą Gospodarczą oraz była inicjatorem rozwiązania Układu Warszawskiego. Podkreślał, że chodziło nie o wystąpienie z układu, ale likwidację całej struktury. Tłumaczył też, dlaczego Polska nie zgłosiła akcesu do NATO: - Wówczas otrzymywaliśmy sygnały, że NATO nie dąży do rozszerzenia.

Krzysztof Kozłowski, najpierw wiceminister, a potem minister spraw wewnętrznych, ówczesną sytuację zilustrował anegdotą. Gdy po raz pierwszy pojawił się w MSW, nie chciano go wpuścić. Ówczesny minister Czesław Kiszczak zdecydował się wyrobić mu przepustkę. - Powiedział, że zdecydował się przyznać mi przepustkę funkcjonariusza milicji, bo przepustka SB byłaby dla mnie krępująca - wspominał Kozłowski.

W MSW pracowała wtedy armia 140 tys. ludzi, z tego 24 tys. z SB (10 tys. nie zgłosiło się do weryfikacji, a negatywnie została zweryfikowana połowa). Zdaniem Kozłowskiego Polsce nie zagrażał PZPR, ale lobby generalskie. - Wystarczył zbuntowany batalion do opanowania Warszawy - tłumaczył.

Według Kozłowskiego filozofią rządu Mazowieckiego było danie szansy ludziom tamtego systemu, którzy nie popełnili przestępstw i byli uczciwi. - Wielu ludzi uznało, że ta szansa jest zbyt mała, dlatego w 1993 r. zagłosowało na SLD - dodał.

Przypominał, że problemem dla Polski były nie tylko wojska radzieckie stacjonujące w Polsce, ale te, które wycofywały się z Niemiec. - Generałowie radzieccy pokazali mi mapę Polski z drogami przerzutu: przez Warszawę, Łódź. Ja tłumaczyłem, że takiej masy wojska i sprzętu nie da się przetransportować przez miasta i w tak krótkim czasie. A oni uprzejmie mówili, że i tak przejadą - wspominał. - Na szczęście wojska radzieckie większość sprzętu przetransportowały drogą morską.

Twórca reformy gospodarczej Leszek Balcerowicz wspominał dzień, w którym zdecydował się na objęcie funkcji wicepremiera. Przyznał, że nigdy by się na to nie zdecydował, gdyby nie to, że hobbystycznie z grupą przyjaciół przygotowywał scenariusze przemian, w wypadku gdyby socjalizm upadł.

W jego ocenie główne błędy wynikały z niewłaściwie przyjętych założeń społecznych. - Dwie trzecie bezrobotnych to byli absolwenci, którzy rejestrowali się w urzędach pracy - stwierdził. Mówiąc o filozofii reform, zaznaczył, że od początku był przekonany, że konieczne jest działanie zdecydowane, "bo pożaru nie gasi się wolno".

Dziedzictwo rządu Mazowieckiego oceniali kolejni premierzy Jan K. Bielecki, Waldemar Pawlak i Włodzimierz Cimoszewicz. Najzabawniej wypadła konfrontacja pamięci Bieleckiego i Mazowieckiego. Bielecki przypominał, że na jego biurku stała archaiczna konsola z telefonami do różnych instytucji. - Wśród nich był telefon do ambasady rosyjskiej, natychmiast poleciłem go odciąć - stwierdził Bielecki. - Po co, przecież to ja już zdecydowałem, by odciąć ten telefon - rzucił z sali Mazowiecki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':