http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemcy zaproszą Tuska

Bartosz T. Wieliński
2009-09-14, ostatnia aktualizacja 2009-09-13 19:12

Na obchody 20. rocznicy upadku muru berlińskiego Niemcy zaproszą jednak polskiego premiera. - Ktoś poszedł po rozum do głowy - komentuje niemiecki ekspert.

Listopad 1989 r. Karnawał na murze berlińskim. Przy Bramie Brandenburskiej berlińczycy kilka dni i nocy tańczyli, śpiewali, wznosili toasty
Fot. Anna Biała / AG
Listopad 1989 r. Karnawał na murze berlińskim. Przy Bramie Brandenburskiej...
- W przygotowaniach do uroczystości 9 listopada uwzględnimy całe spektrum uczestników ówczesnych wydarzeń, od ruchów wolnościowych poprzez kraje sąsiedzkie aż po aliantów - oświadczyło w sobotę biuro rzecznika niemieckiego rządu. W ten sposób kończy się krótkie polsko-niemieckie spięcie o zaproszenie do Berlina polskiego premiera.

Według informacji "Gazety", która o sprawie napisała w piątek jako pierwsza, jeszcze tego samego dnia sprawę odkręcała sama Angela Merkel i jej główny doradca ds. zagranicznych Christoph Heusgen. Niemcy planowali na uroczystości zaprosić tylko wielką czwórkę: prezydentów USA Baracka Obamę, Rosji Dmitrija Miedwiediewa i Francji Nicolasa Sarkozy'ego oraz brytyjskiego premiera Gordona Browna. To przedstawiciele krajów, które w 1990 r. brały również udział w rokowaniach "2+4", które doprowadziły do zjednoczenia Niemiec. W ten sposób Niemcy mieli wyrazić im za to wdzięczność.

Według naszych informacji lista gości była już zamknięta. Niemcy zdecydowali się ją otworzyć, gdy swoje racje wyłożyli polscy dyplomaci wsparci przez dawnych enerdowskich opozycjonistów. Dodatkowo na Urząd Kanclerski naciskał też niemiecki MSZ. Argumentowano, że ostentacyjnie ignorując sąsiada, Merkel roztrwoni kapitał, jaki udało się jej zgromadzić. I to nie tylko w Polsce.

Bo złości na Niemców nie kryli też dyplomaci z Czech, Słowacji i Węgier - krajów, które tak jak Polska miały swój wkład w obalenie berlińskiego muru.

Oficjalnie jednak ani Berlin, ani Warszawa nie chcą komentować sporu. - Najważniejsze jest to, że bardzo szybko się dogadaliśmy i sprawy nie ma. Na szczęście mleko nie zdążyło się rozlać - mówi jeden z polskich dyplomatów.

Mimo to w świat poszło kilka ostrych komentarzy. Markus Meckel, poseł SPD, dawny enerdowski opozycjonista i ostatni szef MSZ w NRD, nazwał niezaproszenie do Berlina przedstawicieli Europy Środkowej "skandalem" i "fałszowaniem historii". Z kolei rzecznik polskiego rządu Paweł Graś tłumaczył, że Niemcy nie zapraszają naszego premiera z zazdrości. - Chcą przykryć sukces polskiej kampanii informacyjnej o 4 czerwca - wyjaśniał.

- Dobrze, że ktoś poszedł po rozum do głowy. Gdyby faktycznie w listopadzie w Berlinie miało zabraknąć polityków z Europy Środkowej, byłby to niebywały zgrzyt, i to tuż po zakończonych sukcesem niedawnych uroczystościach na Westerplatte. Byłby to też cios w wiarygodność Niemiec u ich sąsiadów - uważa Cornelius Ochmann, analityk z Fundacji Bertelsmanna.



Sprawa zaproszenia Donalda Tuska do Berlina na 20. rocznicę upadku muru była najkrótszym i najdelikatniejszym zgrzytem na linii Warszawa - Berlin w ostatnich latach. Nasi dyplomaci bez większych wysiłków przekonali Niemców, że bez Polski tej rocznicy obchodzić nie sposób. Zadziałali tak szybko, że politycy po obydwu stronach Odry nie mieli praktycznie okazji dolać oliwy do ognia.

Jednak niesmak pozostaje.

Ta dyskusja po prostu nie powinna mieć miejsca. To nie jest kwestia polskiej nadwrażliwości, jak widział to jeden z niemieckich dyplomatów wysokiej rangi. W europejskiej rodzinie wielkie rocznice obchodzi się wspólnie. To kwestia dobrych obyczajów. Berlinowi najwyraźniej zabrakło w tej sprawie wyczucia. Stosunki polsko-niemieckie osiągnęły taki poziom zażyłości, że mniejsze czy większe nieporozumienia nie powinny już wywoływać emocji. Ale też w epoce Angeli Merkel, doskonale rozumiejącej przecież Europę Wschodnią, nie powinien się zdarzyć tego typu błąd w stosunku do sąsiadów. Nawet jeśli w Niemczech trwa akurat kampania wyborcza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':