Frekwencja na mszach niedzielnych maleje głównie z winy kobiet - wynika z najnowszego sondażu CBOS. Regularny udział we mszy deklaruje 40 proc. kobiet z dużych miast - aż o 26 pkt. proc. mniej niż w 1992 r. Wprawdzie wciąż mężczyźni rzadziej niż kobiety deklarują regularny udział we mszy (ok. 32 proc.), ale w ich przypadku statystyki są w miarę stabilne.Na początku lat 90. regularnie praktykujących kobiet było aż o 24 pkt. proc. więcej niż mężczyzn, teraz ta przewaga wynosi tylko 8 pkt. proc. Najbardziej widać to w grupie kobiet z wyższym wykształceniem.
Rozmowa z
prof. Małgorzatą Fuszarą* Katarzyna Wiśniewska: Skąd taki spadek religijności kobiet?
Prof. Małgorzata Fuszara*: Jednym z powodów jest to, że kiedyś dla wielu z nich kościół był jedynym miejscem, w którym realizowały potrzebę uczestnictwa w życiu społecznym, we wspólnocie pozarodzinnej. Wychodzenie kobiet z domu w innych sprawach niż rodzinne mogło być w tradycyjnym społeczeństwie źle widziane. Nie garnęły się do organizacji kobiecych, bo oskarżano je, że czas, który mogłyby poświęcić rodzinie, poświęcają komu innemu. Idąc do kościoła, z takim zarzutem nigdy się nie spotykały, ta potrzeba była społecznie akceptowana.
Dlaczego to się zmieniło?
- Procesom modernizacyjnym, cywilizacyjnym towarzyszy spadek pobożności instytucjonalnej, niezależnie od płci, choć w Polsce te odsetki są ciągle wysokie. Można sądzić, że dzięki tym procesom kobiety z wyższym wykształceniem żyjące w wielkich miastach - to w tej grupie widać duże zmiany - mają większe możliwości uczestniczenia w innych wspólnotach, organizacjach. Niektóre zaczęły więc działać społecznie poza Kościołem, choć wcześniej praktykowały regularnie.
A może ten spadek uczestnictwa kobiet we mszach należy wiązać z upodobnianiem się stylu życia obu płci?
- Wolę mówić, że coraz rzadziej obowiązują podwójne standardy - czyli że kobiecie nie wolno wielu rzeczy, które wolno mężczyźnie. Widać to w obyczajach seksualnych. Kobiety, które zmieniają partnerów czy żyją w wolnych związkach, nie są już tak piętnowane.
Coraz więcej kobiet chodzi nieregularnie do kościoła, kilka lub kilkanaście razy w roku. - Przyczyny mogą być różne. Zdarza się, że kobieta tylko raz w miesiącu ma wolną niedzielę, bo pracuje w supermarkecie. Albo po prostu z wyboru chodzi tylko kilka razy w roku do kościoła, co może oznaczać święta, śluby...
Jednak rzadsze uczestnictwo we mszy nie łączy się z odejściem od wiary, ciągle dużo ludzi ją deklaruje. To może sygnalizować, że
Kościół w mniejszym stopniu niż kiedyś odpowiada na potrzeby wierzących, w tym kobiet.
Kościół jest zbyt mało kobiecy? - Skoro kobiet procentowo odpływa więcej, to znaczy, że Kościół gorzej odpowiada na potrzeby kobiet niż kiedyś. Być może ze względu na rozdźwięk w postrzeganiu rodziny. Z badań wynika, że kobiety są dziś zwolenniczkami partnerskiego modelu rodziny, i to w większym stopniu niż mężczyźni. A takie podejście niekoniecznie jest Kościołowi bliskie.
Czy ta tendencja będzie się utrzymywała, tzn. kobiet niechodzących do kościoła będzie przybywać szybciej niż mężczyzn? - Statystyki wskazują, że tak. Tak było w innych krajach, byłoby dziwne, gdyby ten kierunek się nagle odwrócił. Są oczywiście zdarzenia, które mogą chwilowo zwiększać udział w praktykach - np. pielgrzymka
papieża.
Uważa pani, że przeniesie się to na wieś? Na razie te zmiany są tam mniej widoczne, ale także zauważalne - od 92 r. wśród kobiet mamy spadek z ok. 82 do ok. 68 proc. - Polska wieś jest mocno dotknięta emigracją. To też zmienia stosunek ludzi do Kościoła, bo wpływają na nich nowe wzory zachowań, np. otoczenia, które do kościoła nie uczęszcza. Ale na pewno będą to wolniejsze zmiany niż w mieście.
*Prof. Małgorzata Fuszara - socjolożka prawa z Uniwersytetu Warszawskiego