Karine Heremans, która kieruje prestiżową niegdyś szkołą średnią Koninklijk Atheneum w Antwerpii, przeszła w sprawie chust długą drogę. Kiedy przed dziewięcioma laty obejmowała tę szkołę, chciała z niej uczynić jeden z najważniejszych ośrodków integrujących muzułmańskich imigrantów z Belgami w Antwerpii. Korzystając z ówczesnej autonomii szkół w sprawie chust, ogłosiła pełną swobodę uczniów w sprawie "symboli religijnych i filozoficznych".
Heremans urządzała koncerty muzyki muzułmańskiej i żydowskiej w katolickim kościele. Walczyła z antymuzułmańskimi stereotypami w Antwerpii, gdzie wroga imigrantom prawica dostała podczas ostatnich wyborów lokalnych ponad 30 proc. głosów. Kłopoty zaczęły się przed dwoma-trzema laty, kiedy odsetek uczennic noszących chusty w Koninklijk Atheneum wzrósł do 80 proc., a muzułmanki ubierające się po europejsku zaczęły być w tej publicznej szkole czarnymi owcami.
Rodzice uczennic w chustach zaczęli naciskać na zmianę programów szkolnych, aby wyeliminować z nich treści "wrogie islamowi" (chodziło m.in. o model rodziny) i potępiali odkryte włosy jako obrazę ich uczuć religijnych. Ta wojna religijna skłoniła Heremans do zmiany poglądów. Od września dyrektorka wprowadziła zakaz noszenia chust. Wtedy jeden z antwerpskich imamów ogłosił szkolny dżihad, czyli uliczne protesty przeciw dyrektorce.
- Gwałtowne reakcje ekstremistów są dla mnie dowodem, że podjęłam słuszną decyzję. Taka ideologia nie mogła szerzyć się w mojej szkole - mówi Heremans.
Sprawa Heremans i kilku innych szkół w Antwerpii trafiła do sądu najwyższego, który przedwczoraj skrytykował autonomię szkół w sprawie chust, lecz nie potępił idei ich zakazu. Rada szkolnictwa belgijskiej Flandrii (niderlandzkojęzyczna część Belgii) w odpowiedzi na to orzeczenie ogłosiła pełny zakaz noszenia chust i innych "symboli religijnych" (czyli także żydowskich jarmułek) we wszystkich publicznych szkołach niderlandzkojęzycznych we Flandrii oraz w dwujęzycznej Brukseli.
Szkoły francuskie w Brukseli oraz we francuskojęzycznej Walonii (ok. 40 proc. uczniów) mają wolną rękę w sprawie chust na głowę. Zasłanianie twarzy w miejscach publicznych jest zakazane w całej Belgii od początku lat 90.
Muzułmanie to blisko 6 proc. populacji Belgii, a w Brukseli - gdzie jest najwięcej imigrantów - stanowią blisko jedną czwartą mieszkańców. Wielu jest zeświecczonych, a większość nie domaga się od córek stałego zasłaniania włosów. Chusty są symbolem odrodzenia religijnego tylko dla części imigrantów, która - zarówno we Francji, jak i w Belgii - jest kojarzona z nurtem nieprzyjaznym kulturze Zachodu.
Spór o chusty w szkołach w Europie wiąże się z pytaniem, jak scalać grupy etniczne i religijne w jedno społeczeństwo. Restrykcyjny model francuski (Paryż zakazał chust w 2003 r.) opiera się na usunięciu ze szkół i z instytucji publicznych wszelkich symboli religijnych, a konkurencyjny model brytyjski - na szerokiej tolerancji wobec takiej symboliki.
Belgijscy przeciwnicy zakazu przekonują, że porażki w antwerpskim Koninklijk Atheneum można było uniknąć przez wprowadzenie parytetu imigrantów w klasach, aby - gdyby zawsze byli mniejszością w szkole - ułatwić ich asymilację. Podobne pomysły we Włoszech wzbudzają protesty części obrońców praw człowieka.
Źródło: Gazeta Wyborcza