Amerykanie, jak dowiedziała się Gazeta, ustalili dzięki informacjom swojego wywiadu, że w jednej z wiosek niedaleko polskiej bazy Four Corners w powiecie Andar spotykają się miejscowi komendanci talibów. To jeden z tych regionów prowincji Ghazni, gdzie talibowie raz po raz organizowali zamachy na wojska i podkładali miny-pułapki, są wręcz bezkarni. Amerykańscy żołnierze, którzy w czwartek wjechali do wioski, przeliczyli się jednak z siłami. Talibowie ostrzelali ich z dachów domostw i obrzucili granatami. Wezwali więc wsparcie od Polaków. Z bazy Four Corners wyjechał w południe tzw. zespół szybkiego reagowania QRF z 30 polskimi żołnierzami.
Wjechali prosto w strzelaninę z talibami. Amerykanie wezwali też na pomoc lotnictwo: śmigłowce i bombowce, które ostrzelały pozycje talibów. Wtedy Polacy opuścili pojazdy MRAP i Rosomaki, żeby ścigać wrogów. Starszy szeregowy Piotr Marciniak zginął postrzelony z broni maszynowej przez wycofujących się przeciwników, czterech innych Polaków zostało rannych od kul i odłamków granatów.
Ale w akcji zginęło, jak się dowiedzieliśmy, ośmiu talibów. - Wśród nich jest człowiek odpowiedzialny za organizację siatki terrorystycznej. Brał udział w kilku atakach na siły koalicyjne - potwierdza ppłk Dariusz Kacperczyk z Dowództwa Operacyjnego polskiej armii. - Jego nazwiska nie ujawniamy, bo nie jest jedyną osobą, której poszukujemy w Ghazni.
Jak się dowiedzieliśmy, talibowie pochowali w piątek ciała zabitych ośmiu towarzyszy. Na pogrzebie było 40 osób. Nasz informator twierdzi, że stało się to tak szybko, żeby ukryć informację o zabitych przywódcach.
Szef
MON Bogdan Klich uważa więc, że "operacja zakończyła się sukcesem". - Łączymy się w bólu z rodziną poległego żołnierza, osobiście w imieniu swoim i premiera złożyłem kondolencje jego matce - mówi "Gazecie" minister. - Jednak siły talibów przez zabicie tych ludzi zostały poważnie osłabione.
Poległego żołnierza, już 13 polską ofiarę wojny w Afganistanie pożegnali wczoraj żołnierze w polskiej bazie Ghazni. Śmigłowiec zabrał trumnę do bazy Bagram, skąd zostanie przetransportowana do amerykańskiej bazy Ramstein w Niemczech a potem do kraju. Dwóch najciężej rannych Polaków będzie leczonych także w Ramstein (jeden przeszedł operację jeszcze w czwartek). Pozostali dwaj być może wrócą do służby w Afganistanie.