Rok temu zarabiałem prawie 30 tys. zł na rękę. Nie odmawiałem sobie niczego. Dziś, bez premii, nagród mam tylko połowę, z czego 6 tys. co miesiąc bank potrąca na ratę za zakup
mieszkania.
Co kryzys zmienił w moim życiu? Praktycznie wszystko. Jeździłem do pracy służbowym
autem, nigdy nie płaciłem za paliwo. Auto oddałem żonie. Teraz do pracy jeździmy razem. Najpierw odwożę żonę, później jadę do firmy. Nie wiedziałem, że utrzymanie auta tak dużo kosztuje.
Dawniej każde spotkanie z kontrahentami odbywało się w eleganckiej restauracji. Od kilkunastu miesięcy odbywają się w firmie przy kawie i ciastkach. Nie jeżdżę na żadne firmowe szkolenia - firma drastycznie ścięła wydatki. Do rozmów z klientami musi wystarczyć telefon, internet. Ograniczyłem też rozmowy z rodziną, do znajomych prawie nie dzwonię. Powód? Z rozmów prywatnych każdy pracownik musi się indywidualnie rozliczyć, a koszty są potrącane z pensji. Nie mam też służbowej karty, którą płaciłem za zakupy.
Firma zrezygnowała z wynajmu sali dla pracowników - była
siatkówka i koszykówka. Z bonusów zostały mi tylko karta medyczna do prywatnej placówki medycznej. Ale najbardziej żal mi członkostwa w prestiżowym klubie golfowym. Dawało mi to poczucie przynależności do elity. Teraz mnie na to nie stać. I boli, że dawni koledzy nie dzwonią. Nikt nie zaproponował mi partyjki w golfa.