Nie odpisałem, bo nie umiem. Ani z sensem odpisać, ani wymyślić.
Jeszcze niedawno usiłowałem na łamach konstruktywnie - i ambitnie - proponować, apelować, przyrządzać dzieła prawie programowe. Po wyborze na prezesa
PZPN Grzegorza Laty przywiędłem, od detronizacji Michała Listkiewicza poprzestaję na cichutkiej pracy kronikarza, który zgarnia przygnębiające fakty na jedną felietonową kupkę, taka śmieciowa robota to w końcu też - jak mnie uczono - dziennikarska powinność. Staram się publicystycznie nie żołądkować, lecz na zimno podawać, jak jest.
Po cholerę kolejne kazania, skoro wszyscy doskonale wiedzą, czego potrzeba, by polska kopanina przestała wreszcie cuchnąć amatorszczyzną, boiskowym umartwianiem się, tanim bazarem, pryczą z kryminału? Nie wiemy tylko, jak osuszyć ją z elementu. Ludzkiego. Począwszy od bezkarnych, rozbestwionych hersztów, skończywszy na szeregowych żołnierzach i kuchcikach.
Czytam i słucham wszystkich, którzy biedzą się, żeby coś zaproponować. Od wiekowych autorytetów półświatka naszej piłki, przez kopaczy i trenerów, po moich kolegów po fachu i zwykłych kibiców. Czytam, słucham i wiem, że nikt nie wie. Nikt nie wie, jak element usunąć. Ja też - nie będę kłamał - nie wiem. Być może polski futbol zasługuje również na rozumniejszych publicystów, być może po zagranicznym selekcjonerze należałoby importować również zagranicznych gryziklawiaturków. Choć pewności nie mam - Beenhakker witał się pięknie, żegnał żałośnie. Tak czy owak elementu nie usuniemy co najmniej do roku 2012. Rząd nie zaryzykuje interwencji, zawsze ulegnie szantażowi FIFA czy
UEFA, by nie stracić mistrzostw Europy, których przydzielenie uznaliśmy przez aklamację za najbardziej prestiżowe docenienie potęgi polskiego narodu w całej jego tysiącletniej historii.
Snucie wszelkich alternatywnych scenariuszy byłoby jałowe, co najmniej przez najbliższe trzy lata w polskiej piłce ani drgnie. Ja nie umiem, znów się przyznam do bezradności, polemizować z osobnikami, którzy - tak mi donoszą znajomi, piszę z Turcji - bredzą w
TVP, że na naszych piłkarskich boiskach tłoczą się talenty formatu Marcina Gortata czy Bartka Kurka. Na obecnym etapie degrengolady umiem co najwyżej pocieszać się, że trzeba cierpliwie czekać. Niech urosną stadiony, niech mnożą się orliki, niech rzeczony element wytępi biologia, niech inwestujący w kluby - przecież prywatne firmy - zechcą ścigać Europę.
Ciąg dalszy opinii Rafała Steca i komentarze internautów na jego blogu