Wczoraj
dziennik "Polska" napisał, że prezydent miał w ostatniej chwili żądać od premiera odwołania wizyty Władimira Putina w Polsce. Anonimowe źródło z otoczenia premiera cytowało zdanie: "Oczekuję, że odwołasz wizytę Putina", które miało jakoby paść podczas telefonicznej rozmowy 30 sierpnia. Według dziennika prezydent chciał się też dowiedzieć, jak nasz rząd będzie reagował na propagandowe ataki ze strony Rosji. Słowa prezydenta premier powtórzył współpracownikom w przeddzień uroczystości.
Nasi rozmówcy z otoczenia premiera relacjonują: - To było nerwowo wyartykułowane oczekiwanie - mówi jeden ze współpracowników Tuska. A drugi dodaje: - Tusk rozmawiał z Kaczyńskim w niedzielę wieczorem, gdy
samochodem wracał do Sopotu z chrzcin wnuka. Był kompletnie zaskoczony tym absurdalnym żądaniem. W ogóle nie podjął wątku, tylko podziękował za rozmowę.
- Do takiej sytuacji doszło - usłyszeliśmy w
MSZ. - Gdyby wizyta została odwołana, byłaby to w stosunkach dyplomatycznych sytuacja niebywała. Taki skandal mógłby zaciążyć nad relacjami polsko-rosyjskimi na dwadzieścia lat i skompromitować nas w Europie jako kraj zupełnie nieodpowiedzialny - powiedział nam jeden z urzędników ministerstwa.
Inaczej sprawę przedstawia w komunikacie Kancelaria Prezydenta. Według niej nieprawdą jest, jakoby prezydent domagał się odwołania wizyty. Komunikat stwierdza: "podczas bardzo krótkiej rozmowy telefonicznej z premierem prezydent
Lech Kaczyński, zaniepokojony oświadczeniem rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego dotyczącym rzekomej agenturalnej działalności ministra spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej Józefa Becka na rzecz Niemiec, zapytał premiera Donalda Tuska, jaka w tym kontekście jest jego ocena zasadności wizyty premiera Rosji".