Niecałe trzy tygodnie przed wyborami ewentualna przyszła koalicja CDU/CSU - FDP traci po raz pierwszy większość. Jak wynika z najnowszych sondaży, chadekom ubywa poparcia i zamiast 37-38 proc. mają teraz 35 proc., czyli tyle, ile dostali cztery lata temu. To najniższe notowania chadecji od zimy.
- To efekt wyborów landowych w Turyngii, Kraju Saary i Saksonii, w których CDU poniosła straty - tłumaczy Manfred Forsa, szef instytutu Forsa, który przeprowadził sondaż. A z chadecją może być jeszcze gorzej, bo na ogłoszone właśnie wyniki nie miała jeszcze wpływu masakra w Afganistanie - w zeszłym tygodniu na pochopny rozkaz oficera Bundeswehry amerykańskie samoloty zaatakowały talibów. W bombardowaniu zginęło 130 osób, głównie cywilów, a wieści z Afganistanu rozgrzały niemrawą kampanię wyborczą do białości, tym bardziej że ministerstwo obrony próbowało sprawę bagatelizować. Eksperci nie mają wątpliwości, że skorzysta Lewica, wspólna partia postkomunistów i zachodnioniemieckich lewaków, która najgłośniej żąda natychmiastowego wycofania się z Afganistanu.
W sondażu "Sterna" i RTL Lewica niespodziewanie wzniosła się na poziom 14 proc. (skok o ponad 3 proc.) i ma takie samo poparcie jak FDP. To zaskakujący wynik, bo dotąd populiści, choć mieli kilka zwyżek w sondażach, nie potrafili zdobyć na stałe zaufania Niemców. Poparcie dla Lewicy nie rosło, nawet gdy ogłoszono recesję.
Lewica uważana jest za partię awanturników i populistów. Część jej kadr, jak Oskar Lafontaine, opuściło z hukiem SPD, nie godząc się na ostre reformy rządu Gerharda Schrödera. Inni, jak Georg Gysi, to dawni aparatczycy enerdowskiej partii komunistycznej, wielu współpracowało z bezpieką. Do tego Lewica chce budować socjalną utopię - np. wypłacać bezrobotnym 1000 euro zasiłku, jest niechętna Europie i wielkim koncernom, które zamierza obłożyć wysokimi podatkami.
Dlaczego zatem Lewica staje się nowym czarnym koniem wyborów? Instytut Forsa tłumaczy to również wyborami lokalnymi. Ale Lewicy pomogła bardziej rozpoczęta niedawno ogólnokrajowa debata, czy wpuścić ją na polityczne salony. Chodzi o koalicje, które w landach, a potem w całym kraju mogłaby z populistami zawrzeć SPD.
Dotąd SPD była temu przeciwna, a Lafontaine'a, swojego byłego prominenta, traktowała jak zdrajcę. Ale mając zaledwie 21-proc. poparcie, nie wykluczają już żadnej opcji, by utrzymać się przy władzy. Zdaniem ekspertów Forsa ludzie nie patrzą już na polityków Lewicy jak na szalonych radykałów o enerdowskim rodowodzie.
Wyniki sondażu dodają Merkel argumentów - już straszy ona koalicją socjaldemokratów z postkomunistami. - Ryzyko jest większe niż cztery lata temu. Taka koalicja mogłaby przetrwać wiele lat. Od dłuższego czasu SPD ulega naciskom i wpływom Lewicy - mówiła niedawno kanclerz. To znak, że CDU znalazła nowy sposób na mobilizowanie wyborców.
- Merkel nie ma wyboru. Musi sięgnąć po rezerwy i zacząć ostrą i kontrowersyjną kampanię - uważa Thomas Schmid, naczelny "Die Welt".
Źródło: Gazeta Wyborcza