Śledztwo, w wyniku którego zatrzymano wczoraj prezesa
ZUS,
ABW zaczęła 17 czerwca 2008 r. Wtedy właśnie funkcjonariusze przyjęli zawiadomienie od szczecińskiego senatora PO Jana Olecha, do którego zgłosił się Artur S., podwykonawca inwestycji realizowanych przez ZUS w Szczecinie. Budowlaniec powiedział, że Tadeusz D., szef szczecińskiego ZUS, żądał od niego 30 tys. zł w zamian za wygranie przetargu na remont jednej z siedzib Zakładu. - Na piśmie mieliśmy oświadczenie przedsiębiorcy, który gotów był potwierdzić, że startował w przetargu i miał propozycję korupcyjną - mówi "Gazecie" senator Olech.
Według naszych informacji Tadeusz D. i dwaj zatrzymani wczoraj urzędnicy od remontów zostali objęci kontrolą operacyjną (m.in. podsłuchy). W ten sposób odkryto, że dyrektor i jego wspólnicy załatwiają prezesowi ZUS darmowe prace przy remoncie domu, remont samochodu i wyjazdy na wakacje. Koszty ponosiły firmy, które wykonywały prace dla ZUS. Zdaniem naszych rozmówców z Prokuratury Krajowej stosunkowo niskie kwoty zarzucanych prezesowi ZUS łapówek (w sumie ok. 50 tys. zł) miały być dopiero wstępem do większej korupcji przy ustawieniu przetargu na budowę Inspektoratu ZUS w Szczecinie o wartości 26 mln zł.
Jednak na razie b. prezesowi nie postawiono w tej sprawie zarzutów.
Podobnie jak innym zatrzymanym, którym prokuratura chce udowodnić, że od lat na koszt przedsiębiorców wykonujących prace dla ZUS remontowali swoje
domy i
mieszkania.
- O śledztwie wiedziałem od maja. Dla dobra postępowania nie podejmowałem wcześniej żadnych decyzji, dopóki prowadzący uznali, że trzeba zamknąć pewien etap i dokonać zatrzymań - mówił wczoraj premier
Donald Tusk.
Według rzecznika rządu Pawła Grasia sprawa zatrzymań w ZUS jest dowodem na to, że zaczyna działać wprowadzony na początku rządów PO system współpracy służb specjalnych, policji i skarbówki nazywany "tarczą antykorupcyjną".