http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Merkel broni Bundeswehry

Bartosz T. Wieliński
2009-09-09, ostatnia aktualizacja 2009-09-08 20:52

Cztery dni po tragicznym nalocie w Kunduzie Angela Merkel tłumaczy się przed parlamentem. Niemcy coraz głośniej pytają, kiedy Bundeswehra wycofa się z Afganistanu.

Angela Merkel
Fot. Herbert Knosowski AP
Angela Merkel
- Nie będziemy niczego wygładzać, ale też nie zaakceptujemy żadnych przedwczesnych wyroków ferowanych w kraju czy za granicą. Wypraszam to sobie -mówiła wczoraj z mównicy

w Bundestagu pani kanclerz, nie kryjąc irytacji.

Jej wystąpienie to efekt krytyki, która spadła na Niemcy po piątkowym nalocie w prowincji Kunduz. Niemiecki dowódca płk Georg Klein rozkazał zrzucić bomby na talibów, którzy skradli dwie natowskie cysterny i - jak się potem okazało - rozdawali paliwo wieśniakom. Zginęło przeszło 130 osób.

Amerykanie jako pierwsi wytknęli niemieckim oficerom niekompetencję - wbrew zasadom NATO nie upewnili się wystarczająco, czy wokół ciężarówek nie ma cywili. Zarzucili im też tchórzostwo, bo zamiast wysłać w pościg własnych żołnierzy, wezwali na odsiecz amerykańskie lotnictwo.

Wczoraj, broniąc żołnierzy, Merkel dawała tym zarzutom odpór. Wypominała, że mimo wydanych przez kraje NATO miliardów dolarów i setek poległych żołnierzy Afgańczycy nie są w stanie sami zapewnić w kraju spokoju. Wyliczała, że wielokrotnie kpiono z Bundeswehry, że zamiast walczyć z talibami, zajmuje się odbudową kraju, m.in. kopie w wioskach studnie. Jednak dziś kraje NATO jednogłośnie wspierają taką strategię zjednywania sobie mieszkańców.

Kanclerz zapewniała, że Niemcy dochowają sojuszniczych zobowiązań. Przypomniała też o okolicznościach, które skłoniły Niemców do wysłania wojska: -To była reakcja na terror, który stamtąd wyszedł. Od tej misji Bundeswehry zależy bezpieczeństwo naszego kraju.

To przytyk wobec sporej grupy niemieckich polityków, którzy domagają się wycofania wojska z Afganistanu. Do postkomunistycznej Lewicy po piątkowej tragedii dołączyła nie tylko SPD, ale i CSU, bawarska siostra CDU. Merkel dała wczoraj jasno do zrozumienia, że o wycofaniu nie chce na razie słyszeć. Problem w tym, że większość Niemców ma coraz bardziej krytyczne podejście do misji Bundeswehry. Nie chcą, by ich armia brała udział w wojnie, w której giną też cywile. Mimo sporego zaangażowania - niemiecki kontyngent liczy 3,7 tys. osób - nie widać też wielu efektów.

W odbudowywanej prowincji Kunduz talibowie coraz śmielej podnoszą głowy, a bazy Bundeswehry są w ostatnich miesiącach coraz ostrzej atakowane. Co gorsza, prasa regularnie pisze, że niemieckie wojsko jest fatalnie wyposażone - dochodziło do tego, że żołnierze musieli np. kupować lornetki w sklepach wysyłkowych. Dlatego po wyborach 27 września Merkel najprawdopodobniej przedstawi strategię wyjścia. W Berlinie spekuluje się, że Bundeswehra wycofa się w 2015 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':