Zdaniem Haydukiewicza
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji 30 czerwca nielegalnie wybrała radę nadzorczą
TVP. Nielegalnie, bo kandydaci do rady pojawili się później niż na 24 godziny przed posiedzeniem
KRRiT.
Istotnie, kandydaci byli znani dopiero tuż przed głosowaniem, bo wcześniej trwały nerwowe targi między PiS a lewicą, jak podzielić się miejscami.
Ale takie negocjacje to w KRRiT standard. O czym Haydukiewicz doskonale wie (sam w tym uczestniczył, np. gdy
LPR dostała od PiS dodatkowe miejsce w radzie nadzorczej TVP w zamian za głosy posłów Ligi oddane na kandydata PiS na szefa
NBP Sławomira Skrzypka).
Haydukiewicz zapomniał natomiast, że w KRRiT wybiera rady nadzorcze na podstawie "regulaminu powoływania członków rad nadzorczych". A ten pozwala zgłaszać kandydatów do ostatniej chwili. Ta właśnie zmiana została do regulaminu wprowadzona w połowie maja tego roku. Głosem Haydukiewicza.
Dlatego w zawiadomieniu do prokuratury o nielegalnym działaniu KRRiT, Haydukiewicz powołuje się na inny dokument "regulamin pracy KRRiT". Tu rzeczywiście jest mowa o tym, że członkowie KRRiT powinni dostać materiały 24 godziny przed posiedzeniem. Chyba że "w nagłych i uzasadnionych przypadkach" za zgodą większości ten termin nie zostanie dotrzymany. 30 czerwca zgoda większości była.
Haydukiewicz zaskarżył decyzję KRRiT do prokuratury ponad miesiąc temu. Prokuratura jeszcze nie wie, czy będzie śledztwo, czy nie. Stanowisko Haydukiewicza jest na rękę p.o. prezesa TVP Piotrowi Farfałowi (obaj posady zawdzięczają LPR). Bo twierdzi, że skoro są wątpliwości, czy podczas wyboru rady nadzorczej zostało złamane prawo, to rada nie może się zebrać. A jak nie może się zebrać, to i go odwołać.
Pierwsze posiedzenie rady 16 września.
17 września zbiera się rada nadzorcza Polskiego Radia. Wybrana identycznie jak telewizyjna. Haydukiewicz jej nie kwestionuje.