Zakładają przy tym, i to ma dotrzeć do opinii publicznej, że wyprzedaż jest równoznaczna ze stratą. Po wydłubaniu z korony ostatniej perły, po sprzedaniu ostatniego srebrnego sztućca jakiś czas się tym cieszymy, ale szybko przejadamy pieniądze, a potem zęby na półkę. Koniec. Nie mamy sreber, pereł i klejnotów. Nic nie mamy, bo wszystko sprzedane.
Ach - chciałoby się westchnąć - gdzie te czasy, kiedy mieliśmy na własność wszystkie srebra i wszystkie klejnoty! Gdy jeszcze nic nie było w prywatnych rękach, wszystko było w naszych i mogliśmy się cieszyć naszym bogactwem do woli. Tyle tych radości było! Inflacja najwyższa w Europie, a do tego galopująca jak szwadron ułanów, piękne sklepy, w których mogliśmy podziwiać architekturę wnętrz nieskażoną żadnymi towarami szpecącymi półki, liczne kolejki, od kilkumetrowych, do kilkukilometrowych, w których każdy mógł sobie postać, ile dusza zapragnie. Potem, niestety, przyszedł Balcerowicz i inni doktrynerzy i zaczęli nas pozbawiać skarbów, a to handel oddali za bezcen, a to huty, a to inne zakłady, i przez kolejne lata obserwowaliśmy taką dziwną prawidłowość, że im więcej oddawali, tym mniej było kolejek, pustych sklepów i innych podobnych atrakcji.
Ktoś bezmyślny mógłby powiedzieć, że wobec tego wyprzedaż sreber i klejnotów, którą właśnie planuje rząd, ani niczego nas nie pozbawi, ani nie wpędzi w nędzę, bo skoro dotychczas nie odczuliśmy żadnych negatywnych skutków wyprzedaży tej naszej wspólnej własności, a nawet jakby pozytywne one były nad podziw, to i dalej tak pewnie będzie. Hola hola! Nie wolno zapominać, że skarby, które zostały, to nie tylko klejnoty i perły w koronie, to klejnoty, skarby, perły i srebra strategiczne. Na przykład węgiel. Na obchodach rocznicy porozumień jastrzębskich prezydent Kaczyński powiedział, że Polska nie może funkcjonować bez węgla i że kopalń nie należy prywatyzować, a już szczególnie nie należy oddawać ich w obce ręce. Jasno, dobitnie i słusznie. Wiadomo, że gdyby kopalnie sprzedać Francuzom, to urządziliby w nich winnice,
Niemcy piwiarnie, Szwedzi gorzelnie, obojętne zresztą co, jedno jest pewne, węgla by nie wydobywali. Chyba że byłaby wojna, ich z nami, wtedy by wydobywali i pod osłoną nocy cichaczem wywoziliby ten węgiel do siebie. Wiemy to wszystko, bo mamy za sobą blisko 20 lat prywatyzacyjnych doświadczeń.
Przecież gdy tylko sprzedawaliśmy coś obcym, to oni od razu rozbierali budynki, maszyny oddawali na złom, teren orali i siali trawę. Wystarczy pojechać w Polskę i się rozejrzeć, na każdym kroku widać efekty niszczycielskiej działalności obcego kapitału.