http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

AHE obiecuje oddać pieniądze

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski, Patrycja Kruczkowska, Jakub Wojtczak
2009-09-08, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:41

Afera lipnej uczelni. Wasze pieniądze zostaną zwrócone lub przekazane do nowych szkół - zapewnił wczoraj studentów rektor Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi.

Łódzka siedziba AHE przy ul. Sterlinga
Fot. Radosław Jóźwiak / AG
Łódzka siedziba AHE przy ul. Sterlinga

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Konferencja dla słuchaczy zlikwidowanej przez ministerstwo informatyki, która odbyła się wczoraj w patio łódzkiej uczelni, wyglądała nieco inaczej niż ta sprzed czterech tygodni, gdy rektor zapewniał, że wszystko jest w porządku. Tym razem prof. Andrzej Nowakowski musiał przyznać, że to już koniec kierunku informatyka.

Słuchało go kilkudziesięciu równie zasmuconych studentów z samej Łodzi i drugie tyle poprzez telełącza - w zamiejscowych ośrodkach.

- Zgodnie z umową powinniście nam zagwarantować naukę przez określoną liczbę semestrów. Dlaczego tego nie zrobiliście? - pytał jeden z zebranych.

- Nie jest napisane w umowie, że zagwarantujemy naukę w AHE - uciął prof. Nowakowski.

- Chcę w takim razie zwrotu całego czesnego, które do tej pory zapłaciłam! - zażądała Anna Szlachta, studentka II roku. - Skonsultuję się z prawnikiem. Może inni się do mnie przyłączą.

- Czy osoby, które już zapłaciły wpisowe, dostaną je z powrotem? - pytał Łukasz z Koszalina.

- Pieniądze zostaną zwrócone lub przekazane do nowej szkoły - odpowiadał Nowakowski.

Studenta AHE chętnie przyjmę

Uniwersytety i prywatne szkoły wyższe z całego kraju już przejmują studentów i kandydatów AHE. Nie tylko tych z informatyki, ale i z zagrożonego likwidacją zarządzania i innych specjalności.

- Zapraszamy wszystkich z Akademii, którzy wyrażą chęć kontynuowania nauki w naszej uczelni - deklaruje Tomasz Boruszczak, rzecznik Uniwersytetu Łódzkiego.

- Tylko wczoraj do godziny 11.30 odebraliśmy 10 telefonów od osób z łódzkiej Akademii dopytujących się o możliwość studiowania u nas - mówi Tomasz Zieliński, rzecznik Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. - Nabór u nas się zakończył, ale w obecnej sytuacji 15 września zamierzamy rozpocząć dodatkowy. Pomyślimy też nad utworzeniem ekstra grup dla byłych słuchaczy AHE.

Z kolei Niepubliczna Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy prowadzi już na łamach prasy i w internecie kampanię werbującą studentów Akademii.

"Osobom rekrutującym się spośród studentów AHE zapewniamy dostosowanie dalszego programu kształcenia do sytuacji, w której się znaleźli nie z własnej winy (...) WSG deklaruje poniesienie kosztów dodatkowych zajęć, których zaliczenie jest konieczne do uzyskania dyplomu" - czytamy w wydanym wczoraj komunikacie.

Nie wszyscy studenci AHE się jednak przeniosą. Maciej Wierzbowski z II roku informatyki, gdy dowiedział się, że jego kierunek został zlikwidowany, postanowił zrezygnować z nauki całkowicie.

- Nie chcę się przenosić do innej szkoły - mówi "Gazecie". - Wyjeżdżam do pracy za granicę, tam zarobię na naukę w porządnej uczelni w Warszawie.

Lipna uczelnia - lipne zaświadczenia

Łódzka Prokuratura Okręgowa i magistraty w Londynie i Edynburgu sprawdzają, czy brytyjskie punkty zamiejscowe AHE wystawiały fałszywe zaświadczenia o odbywaniu studiów dziennych osobom, które dzięki temu płaciły na Wyspach niższe podatki.

Osobne dochodzenie w tej sprawie prowadzi Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Mówi Jarek, student II roku pedagogiki AHE z Edynburga: - Mimo że byliśmy słuchaczami kursu przygotowawczego, lokalna koordynator z uczelni wystawiła nam zaświadczenia sugerujące, że jesteśmy studentami trzyletnich anglistycznych studiów dziennych.

Jarek pokazuje dokument. Jest pieczątka, adres uczelni, podpis reprezentantki AHE.

- To oczywiste kłamstwo - mówi student. - Nigdy nie studiowałem na anglistyce, ale na podstawie tego zaświadczenia urząd miejski pozytywnie rozpatrzył moje podanie o zwolnienie z miejskich taks.

Jarek nigdy by nie rozmawiał z "Gazetą" o swoim (i uczelni) szwindlu, gdyby nie to, że on i jego koledzy dowiedzieli się w lutym, iż nie dostaną od AHE obiecanych szkockich dyplomów ukończenia studiów. A w lipcu przeczytali na stronach internetowych "Gazety", że punkt zamiejscowy, gdzie studiują, jest nielegalny.

W sierpniu z dotychczasowych 80 studentów AHE w Edynburgu zostało ok. 20.

Aleksandra Mysiakowska, rzeczniczka uczelni, pytana przez nas o lipne zaświadczenia stwierdziła: - Brytyjska koordynatorka już u nas nie pracuje. Zakończyliśmy współpracę, bo przekazywała nieprawdziwe informacje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 134 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':