Na początku 2009 roku brytyjskie media pisały, że władze lokalne w Anglii i Walii zamierzają wyposażyć pojemniki na śmieci w mikroczipy pozwalające śledzić ich zawartość. Miał to być wstęp do wprowadzenia podatku za niesortowanie odpadków. Gmina Windsor zamierza wykorzystać mikroczipy nie po to, by karać, ale nagradzać mieszkańców za właściwe sortowanie śmieci.
Jak pisze "Times", w Windsorze rodzinne pojemniki z mikroczipami trafią do 3,8 tys. domostw. Dzięki zainstalowanym urządzeniom władze będą wiedzieć o wadze wyrzucanych śmieci. Domostwa prawidłowo sortujące odpadki będą dostawać punkty za każdy kilogram papieru czy butelek przekładające się na vouchery o wartości do 130 funtów rocznie. Za vouchery będzie zaś można płacić w sklepach, pubach i restauracjach.
Pojemniki znajdą się pod stałą kontrolą, bo władze Windsoru spodziewają się, że znajdą się oszuści, którzy do pojemników na makulaturę będą np. wrzucali opakowane w gazety cegły. Osoby nadużywające systemu mogą się spodziewać listu z ostrzeżeniem, a recydywiści stracą prawo do voucherów.
W październiku ten sam program ma wystartować w podlondyńskiej gminie Maidenhead. Zainteresowane są też tym gminy samej stolicy.
Według "Timesa" programy pilotażowe mają sprawdzić w praktyce wyniki badań Uniwersytetu Harvarda, z których wynika, że lepszym sposobem na ugruntowanie zachowań przyjaznych dla środowiska takich jak
recykling jest nagradzanie a nie karanie.
- Cieszymy się z wszelkich inicjatyw propagujących recykling. Obawiamy się jednak takich, które mogą zachęcać ludzi do jeszcze większego produkowania śmieci - mówi "Gazecie" Mice Webster z organizacji promującej sortowanie śmieci Waste Watch.
Ochrona środowiska i walka z globalnym ociepleniem to jeden z priorytetów rządu Gordona Browna i dlatego śmieci to w Wielkiej Brytanii poważny temat polityczny. Mimo wielu lokalnych inicjatyw i rządowych kampanii Brytyjczycy wyrzucają ogromne ilości żywności (6,7 mln ton rocznie!) i niezbyt chętnie sortują surowce wtórne.
Aż 83 proc. brytyjskich śmieci ląduje na wysypiskach, 6 proc. przerabianych jest w elektrowniach na energię elektryczną, kolejne 3 proc. spalane jest poza elektrowniami. Tylko 8 proc. poddawane jest obróbce wtórnej.
Śmieci jest tak dużo, że w ciągu dnia można by nimi zasypać wielki londyński Trafalgar Square. Jedno gospodarstwo domowe w Anglii produkuje ich około tony rocznie.
Rosnąca góra śmieci to także ogromne obciążenie finansowe - rocznie kosztują Brytyjczyków 8 mld funtów. Samo tylko zarządzanie (tzw. np. sortowanie, kierowanie na odpowiednie wysypiska) śmieciami pochłania 1,6 mld funtów rocznie.
Rząd chce, aby do 2010 roku 40 proc. śmieci było sortowane. Organizacje promujące "inteligentną" gospodarkę śmieciami przekonują, że np. wyprodukowanie nowych aluminiowych puszek do napojów ze starych pozwala zaoszczędzić 95 proc. energii zużywanej przy produkcji puszek z bazowego surowca. A to oznacza redukcję o 95 proc. emisji gazów cieplarnianych. Na surowce wtórne czeka też przemysł, który większość z nich musi importować z zagranicy. W 2008 roku do Wielkiej Brytanii sprowadzono 88 tys. ton makulatury, 65 tys. szkła z butelek, 40 tys. ton aluminium i 2 tys. ton plastiku.