http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wiceprezes PiS o rozmowach z SLD

Rozmawiali Renata Grochal i Dominik Uhlig
2009-09-07, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:36

- Będę namawiał kolegów, żeby twarzą kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego była osoba o dużym autorytecie, spoza PiS. Na przykład taki polityk jak Rafał Dutkiewicz - mówi "Gazecie" wiceprezes PiS Adam Lipiński

Wiceprezes PiS Adam Lipiński
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Wiceprezes PiS Adam Lipiński
 





Renata Grochal, Dominik Uhlig: Przez ostatni rok krytykowaliście rząd za brak recepty na kryzys. Jednak według GUS jako jedyni w Europie uniknęliśmy spadku PKB. Pada koncepcja krytykowania Donalda Tuska za gospodarkę?

Adam Lipiński, wiceprezes PiS: Według parametrów GUS, a one są bardzo wiarygodne, Polska ma najmniej problemów z kryzysem gospodarczym w Europie. Cieszę się, bo dobrze życzę Polsce. To też sukces rządu. Natomiast to nie musi być trwała tendencja. Głównym powodem dobrej koniunktury w Polsce jest eksport, a eksport jest wynikiem słabej złotówki. Kiedy złotówka się wzmocni, te parametry mogą ulec pogorszeniu.

Pierwszy polityk PiS, który chwali rząd. Prezydent Lech Kaczyński zapytany o korzystne dla Polski wyniki powiedział, że musi sprawdzić, bo mu się wskaźniki nie zgadzają.

- Rząd sam się chwali i nie muszę go wyręczać. Ale chciałbym zwrócić uwagę, że PO przegrała na całej linii, jeśli chodzi o sprawę euro. Politycy rządu i Platformy powtarzali, że szybkie wprowadzenie euro jest remedium na kryzys. Zarzucali nam, że nie rozpoczęliśmy procesu wprowadzenia Polski do korytarza walutowego ERM II. Podawali przykład Słowacji, która przyjęła euro, i krajów nadbałtyckich, które weszły do strefy ERM II. Dziś Słowacja przeżywa ogromny kryzys gospodarczy, a sytuacja w krajach nadbałtyckich jest tragiczna.

Ale rząd w końcu was posłuchał i zwiększa deficyt - w przyszłym roku ma być rekordowy - 52,2 mld zł. Nie jest pan zaniepokojony?

- Od początku mówiliśmy, że deficyt powinien być większy. PO się opierała, ale okazało się, że jednak musiała przyznać rację faktom.

Jaki macie pomysł na bycie w opozycji w nowym sezonie?

- Wszystko wskazuje na to, że do najbliższych wyborów w 2011 r. będziemy główną siłą opozycyjną. Konkurencyjne projekty po prawej i lewej stronie PiS nie wypaliły. Ani partia prawicy konserwatywno-narodowej, której budowę podjął podczas wyborów do PE Libertas, ani projekt Polski XXI budowany wokół Kazimierza Ujazdowskiego i Rafała Dutkiewicza najprawdopodobniej nie będzie realną siłą polityczną w Polsce. Inne pomysły, jak Stronnictwo Demokratyczne, też na razie okazały się mrzonkami, więc to PiS będzie głównym konkurentem PO w wyborach parlamentarnych. Musimy pokazać, że jesteśmy bardzo aktywni w monitorowaniu tego, co robi rząd, i że mamy ludzi, którzy są w stanie merytorycznie być alternatywą wobec polityków PO.

I dlatego w "prerządzie" Jarosława Kaczyńskiego prywatyzację ma monitorować b. minister skarbu Wojciech Jasiński, który zahamował w Polsce prywatyzację?

- W kryzysie powinniśmy hamować prywatyzację. Ona nie jest lekiem na całe zło. Są sektory strategiczne z punktu widzenia interesów państwa, jak energetyka, górnictwo, które powinny pozostać pod kontrolą państwa. W najbliższych miesiącach będziemy zachęcać ludzi do naszego programu i podejmować działania, które spowodują, że różne środowiska zaczną się do nas przekonywać. Dziś poparcie dla PO nie wynika z faktu, że oni mają świetny rząd i dobry program, ale z tego, że jest odtwarzany antypisowski resentyment.

Ludzie zapamiętali dwa lata rządów PiS i boją się waszego powrotu do władzy, a PO na tym korzysta.

- Myśmy przekonali do naszej wizji sporo ludzi, bo w ostatnich wyborach parlamentarnych mieliśmy o ponad 2 mln głosów więcej niż w 2007 r. Ale podczas rządzenia naruszyliśmy interesy wielu środowisk bardzo wpływowych. I to był w niektórych przypadkach błąd, bo w polityce trzeba być pragmatycznym. Nie wystarczy, że się uważa, iż się ma rację, ale trzeba o tę rację móc skutecznie walczyć. Jeżeli się nie walczy, to się przegrywa. Żebyśmy wrócili do władzy, musimy zdobyć poparcie znacznie wykraczające poza 40 proc. bądź uzyskać zdolność koalicyjną.

Trudno będzie, biorąc pod uwagę, że zjedliście przystawki, czyli Samoobronę i LPR. Może telewizyjny sojusz z SLD przerodzi się w koalicję?

- Wątpię, żeby koalicja z SLD wchodziła w rachubę, bo SLD jest naszym głównym wrogiem ideowym, choć niestety, boleję nad tym, dziś naszym głównym wrogiem politycznym stała się PO.

Jak się panu rozmawia z Robertem Kwiatkowskim? W "Dzienniku" mówił, że wygląda pan na sympatycznego.

- Z kim ja rozmawiam to moja sprawa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':