„Polityka” - piórem Adama Szostkiewicza - tak rozpoczyna omówienie badania zamówionego w TNS OBOP: Jeszcze nie zdążyliśmy być liberalni, a już jesteśmy konserwatywni. Bo wyszło im, że: Polacy są zdecydowanie przeciwni formalizacji związków osób tej samej płci (73 proc.) oraz legalizacji miękkich narkotyków (85 proc.). Z drugiej zaś strony: większość ankietowanych (60 proc.) jest za powszechnym dostępem do metody in vitro, i to refundowanym z budżetu państwa. Z tego procedurę in vitro popiera 53 proc. wierzących i praktykujących oraz 55 proc. zwolenników centroprawicy. A za prawem do eutanazji opowiada się 61 proc. wierzących niepraktykujących. Pisze Szostkiewicz: Polska dusza jest pełna wahań, wątpliwości i sprzeczności. Nie ma wyraźnej busoli etycznej, a już na pewno nie jest nią kościelna ortodoksja. I przypomina słowa ks. Tischnera: Sytuacja Polski tym się charakteryzuje, że musi ona przeżywać wiele przeciwnych sobie idei naraz; idee, które gdzie indziej występowały jedne po drugich, u nas ulegają spiętrzeniu. Polska dusza przypomina krajobraz, w którym zima i wiosna chcą wystąpić jednocześnie.
W tym krajobrazie wiele jest paradoksów. Legalizacji związków homoseksualnych wciąż mówimy nie, ale na przykład w telewizyjnej rozrywce i w tabloidach geje już są modni i lansowani. W „Gali” tancerz Michał Piróg zwierza się ze swojego gejostwa i żydostwa. I jakie pierwsze pytanie zadaje mu dziennikarka? Być Żydem czy gejem? Co jest gorsze? Nasz celebryta odpowiada, że jednak gejem. Ciekawe, czy ta moda na gejów spowoduje, że zaakceptujemy ich i w życiu prywatnym, czy też polskie społeczeństwo będzie te dwie rzeczy rozdzielać: gej tańczący na lodzie milusi, gej sąsiad - a bo to, panie, nie wiadomo, czy on jakiejś zarazy nie przyniesie, tfu...
W tych zmieniających się czasach staramy się uczepić czegoś stałego i tradycyjnego - rytuałów, na przykład ślubnych. Ale i rytuały ewoluują. Opisuje to „Newsweek”: Ostatnio zamiast oczepin na weselach pojawiły się konkursy na wzór teleturniejów „Jaka to melodia” albo „Jak oni śpiewają”. A pierwszy taniec młodej pary wygląda jak z „Tańca z gwiazdami”. Nowym rytuałem jest ozdabianie parkietu kwiatami zatopionymi w lodzie albo gigantycznym balonem wypełnionym confetti, który unosi się nad małżonkami, a w kulminacyjnym punkcie układu świadek przekłuwa go długim szpikulcem.
A teraz mój ulubiony kawałek: film z nocy poślubnej w trzech wariantach. W wariancie pierwszym operator filmuje tylko sam początek, picie szampana i rozbieranie się nowożeńców. W wariancie drugim operator wchodzi do pokoju o umówionej godzinie, niezależnie od tego, na jakim etapie są małżonkowie. W wariancie trzecim akcja rozgrywa się w wannie wypełnionej bąbelkami. Usługa staje się coraz bardziej popularna.
Będzie co dzieciom pokazywać.
Źródło: Gazeta Wyborcza