Teoretycznie nie powinien zmienić nic. W praktyce jednak podnosi bariery dostępu do leczenia, choć minister Kopacz zapewniała, że ideą było zmieszczenie w koszyku wszystkiego, za co dzisiaj płaci
NFZ.
Pod takim warunkiem rekomendowała te rozporządzenia Rada Konsultacyjna przy Agencji Oceny Technologii Medycznych. Rada musiała zawierzyć zapewnieniom urzędników ministerstwa, bo na sprawdzenie, czy istotnie jest tam wszystko, nie było czasu.
13 projektów rozporządzeń powstało bowiem w ekspresowym tempie - nie były dołączone do "ustawy koszykowej" i ministerstwo zaczęło nad nimi pracować dopiero po podpisaniu jej przez prezydenta.
Na pośpiech narzeka wiele osób, które projekty rozporządzeń miały konsultować. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł pisze w swojej opinii: "Niezwykły pośpiech, w jakim przygotowane były projekty, jak również krótki czas na ich zaopiniowanie budzi istotne obawy, że treść tych projektów jest niedopracowana i będzie wymagać nowelizacji wkrótce po ich podpisaniu".
Pośpiech jest złym doradcą. Ale możliwe przeoczenia nie są największym mankamentem tego "etapu reformy". Podstawowym błędem jest założenie, że wszystkie wymagania, które dziś stawia NFZ przed placówkami ochrony zdrowia, są uzasadnione i prawidłowe, a wszystkie ceny świadczeń, jakie proponuje NFZ, są właściwe. Minister zdrowia, kopiując do rozporządzeń dotychczasowe zarządzenia prezesa NFZ, to właśnie oznajmia lekarzom i pacjentom.
Do tej pory jeśli prezes stawiał w zarządzeniu nierealistyczne warunki, można się było odwołać do ministra i po trudnych rozmowach, jakie toczyły wszystkie zainteresowane strony, prezes NFZ zmieniał zarządzenie. Teraz to, czego wymaga prezes NFZ, automatycznie stało się prawem.
Co jakiś czas dowiadujemy się o wynikach kontroli NFZ w szpitalach i przychodniach. Brzmią sensacyjnie, np. kiedy okazuje się, że jeden lekarz pracuje na 13 etatach, a godziny jego pracy w szpitalach i przychodniach pokrywają się i nie ma żadnej realnej możliwości, by leczył pacjentów w każdym przypisanym mu miejscu.
Skąd się ta plaga wzięła? Nie z pazerności lekarzy, z wymagań, jakie przed placówkami stawia NFZ. Określają one dokładnie, ilu i jakich specjalistów musi zatrudniać szpital albo przychodnia, by mieć kontrakt na określony rodzaj świadczenia. Ponieważ specjalistów brakuje, następuje cudowne ich rozmnożenie poprzez papierkowe zatrudnienie.
Jeśli zatem dzisiaj minister zdrowia wymaga w rozporządzeniu, by każdy zakład opiekuńczo-leczniczy zatrudniał na cząstce etatu anestezjologa, skala fikcyjnego zatrudnienia wzrośnie. Bo anestezjologów od samego rozporządzenia nie przybędzie. Skutek? W wyniku kontroli zakład będzie musiał płacić kary. Pieniądze wygospodaruje, oszczędzając na lekach i jedzeniu dla pacjentów. Najwyższą karą może być odebranie kontraktu, co prowadzi do likwidacji placówki. Czy zmniejszy to kolejki pacjentów? Stawianie nierealistycznych wymagań można tłumaczyć "interesem pacjentów", ale skutki dla nich są wręcz odwrotne.
Od lipca ubiegłego roku, czyli od wejścia w życie nowego systemu wyceny świadczeń według tzw. jednorodnych grup pacjentów (jgp), toczą się spory, jakie świadczenia zostały wycenione poniżej kosztów. We wszystkich krajach, które jgp wprowadzały, najpierw przez kilka lat liczono koszty, a ceny powstawały po ich uśrednieniu. Miało to sens - ci, którzy leczyli najdrożej, musieli dostosować się do średniej. Polskie jgp powstały na skróty, bez liczenia kosztów, i minister zdrowia mówiąc, że "koszyk ma wycenę", sankcjonuje wszystkie błędy NFZ.
Pozostaje pytanie, po co stworzono koszyk, w którym mieścić ma się wszystko, co jest do tej pory, i po cenach narzucanych arbitralnie przez NFZ? Chyba tylko po to, by "ten etap reformy mieć za sobą".
Komercyjne firmy ubezpieczeniowe w dalszym ciągu nie wiedzą, co mogłyby zaoferować społeczeństwu do dobrowolnego ubezpieczenia. Bo nie ma w koszyku rzeczy, do których pacjent mógłby sam dopłacić lub które mógłby opłacić w całości. Ale projekt ustawy o dobrowolnych ubezpieczeniach ma zostać zaprezentowany przez resort zdrowia za kilka miesięcy. Będzie to kolejny etap reformy.