Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Do zdarzenia doszło w piątek po południu (o godz. 18 czasu lokalnego) około trzech kilometrów od polskiej bazy Giro. Zginął saper z 5 pułku inżynieryjnego ze Szczecina plutonowy Marcin Poręba. Drugi polski żołnierz został ciężko ranny, ma złamaną miednicę i nogi. Jest w szpitalu. Trzej następni mają połamane nogi, u jednego stwierdzono szok pourazowy. Ranni to żołnierze z Bielska-Białej i saper ze Szczecina.
Był to patrol tzw. rozpoznania, w którym, jak zwykle byli także saperzy a także komandosi z 18 batalionu desantowo-szturmowego z Bielska-Białej. Wracali właśnie do bazy Giro.
- Ich zadaniem było właśnie wykrycie min-pułapek - mówi rzecznik Dowództwa Operacyjnego ppłk Dariusz Kacperczyk. - Kilka znaleźli, niestety ten był bardzo dobrze zamaskowany.
Odpalona zdalnie, tzn. za pomocą pilota mina-pułapka wybuchła pod Rosomakiem. Jak ustaliła "Gazeta" z tyłu pojazdu. Ucierpieli żołnierze, którzy jechali w pojeździe jako "pasażerowie" (czyli siedzieli na rozkładanych krzesełkach w tylnej części tego transportera opancerzonego). Zginął saper z 5 pułku inżynieryjnego ze Szczecina plutonowy Marcin Poręba (z naszych informacji wynika, że był już na misji w Iraku). Prawdopodobnie siedział przy drzwiach, które znajdują się z tyłu pojazdu. - Talibowie cały czas myślą, jaki znaleźć sposób na Rosomaka. Być może to przypadek, a może właśnie go znaleźli - mówi nasz informator z dowództwa polskiej armii. Przypomina: dotychczasowe ataki "ajdikami", jak nazywają żołnierze miny-pułapki były przeprowadzane pod przednimi kołami pojazdu. Było ich w ostatnim czasie wiele, ale żaden z naszych żołnierzy nie ucierpiał, choć pojazdy wymagają remontów. Tym razem ładunek został odpalony z tyłu Rosomaka.
- To był potężny ładunek, musiał mieć ponad sto kilogramów - mówił w TVN24 wiceminister obrony narodowej Stanisław Jerzy Komorowski. - To najpotężniejsza eksplozja z jaką mamy do czynienia.
Rannych z miejsca zdarzenia zabrał amerykański śmigłowiec ewakuacji medycznej tzw. Medevac do głownej polskiej bazy Ghazni. Najciężej ranny żołnierz przeszedł już operację. Lżej ranni zostali opatrzeni medycznie, prawdopodobnie zostaną ewakuowani do szpitala w niemieckiej bazie Ramstein.
Plutonowy Poręba to już 11 polski żołnierz, który zginął w Afganistanie. Miał 32 lata, zostawił dziecko. Jednocześnie to drugi zabity w Afganistanie saper ze Szczecina. Pierwszy, kapral Grzegorz Politowski zginął także w wybuchu miny-pułapki w kwietniu ubiegłego roku.
Rodziny żołnierzy zostały poinformowane o tragedii.
Kołowy Transporter Opancerzony Rosomak uchodził dotąd za najbezpieczniejszy pojazd, jakim mogli poruszać się polscy żołnierze w Afganistanie. Nazywany przez talibów "Zielonym czołgiem" był w ostatnim czasie celem wielu ataków z użyciem "ajdików" - czyli min-pułapek. W ostatnim czasie atakujący, widząc, że nieskuteczne są miny, odpalane pod przednimi kołami pojazdu, próbowali ostrzałów z ręcznych granatników (RPG) w wieże lub tzw. obrotnice.
Żołnierzy dziwi także, że do wydarzenia doszło tak blisko bazy. Trzykilometrowa strefa wokół niej nazywana jest przez nich tzw. "bezpiecznym kręgiem". Są zgodni: talibowie są coraz zuchwalsi, jeśli nie wahają się podkładać ładunków tak blisko polskiej bazy.