26 września
PiS będzie miało kongres. Ma na nim zmienić statut pod hasłem "demokratyzacji". To nie dotyczy oczywiście świecznika PiS - najważniejsze decyzje zostaną w rękach komitetu politycznego z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Zmiany dotyczą niższego szczebla.
W powiatach i gminach szefowie PiS mają być wybierani w demokratycznych wyborach. Teraz wybiera ich na zebraniu "sala", ale spośród kandydatów wskazanych przez szefa okręgu.
Stary wyjadacz, szef jednego z takich okręgów z południa, opowiada: - Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mój kandydat przepadł. Zanim go wskażę, proszę po cichu kolegów z gminy lub powiatu, żeby mi kogoś podpowiedzieli. Oni przy piwie albo u kogoś w domu robią prawybory, potem dają mi nazwisko. Ja je oficjalnie zgłaszam, a sala oficjalnie popiera. Po zmianach każdy z sali będzie mógł zgłosić kandydata na szefa. - Zmniejszy się wpływ szefów okręgów na powiaty, bezpowrotnie stracą część władzy - ocenia działacz z regionu toruńsko-włocławskiego.
Dlatego wyjadacze już próbują zapisać sobie w nowym statucie prawo weta wobec kandydatur z sali. - Wtedy z tą demokracją sala nie poszaleje - ocenia szef okręgu z południa. I dodaje. - Wkurza mnie też, że są zmiany na szczeblu powiatowym i gminnym, a na okręgowym będzie po staremu - sala wybiera tego, kogo wskaże prezes Kaczyński. To on ma pełną kontrolę. Ale i to może się zmienić.
Według jednej z poprawek także "dowódców" w okręgach (jest ich ponad 40) będzie się w PiS wybierać bez wskazywania z góry. - Konsultacje trwają. Decyzje wkrótce - mówi rzecznik PiS Adam Bielan. PiS liczy, że dzięki statutowej demokratyzacji zyska ludzi w terenie. Bo teraz - przyznaje Adam Bielan - nie walą drzwiami i oknami. - Najwięcej osób przychodzi do partii rządzącej, ale najcenniejsi są ci, co przychodzą, gdy partia jest w opozycji - przekonuje. Partia potrzebuje świeżej krwi. - Chcemy wystawić w wyborach samorządowych listy w każdym powiecie i większości gmin miejskich. To trudniejsze niż w wyborach prezydenckich czy do europarlamentu. Na listy trafiają tysiące osób, każda musi być sprawdzona - dodaje Bielan.
To, co ma nadejść, podoba się posłowi Łukaszowi Zbonikowskiemu, szefowi okręgu toruńsko-włocławskiego. Przed eurowyborami protestował, gdy centrala na pierwsze miejsce listy przysłała mu Ryszarda Czarneckiego. - Po tym, co się stało, dostałem od prezesa słowo, że nasza formacja będzie zmierzać w kierunku decentralizacji - mówi. Ale jest też ryzyko. W Wałbrzychu, gdzie po konflikcie Kaczyński zawiesił niedawno cały zarząd, nowe władze wybrano już według nowego pomysłu. I z PiS odeszło prawie sto osób. Bielan nie boi się powtórki. - Ci, którzy mieli odejść, odeszli, a inni nie bardzo mają dokąd pójść.
Ludwik Dorn jest błędnym rycerzem, który pisze ciekawy blog, ale nie ma siły, Polska XXI bez Rafała Dutkiewicza straciła impet - twierdzi. - W wyborach samorządowych spodziewamy się znacznie lepszego wyniku niż w 2006 r. Tamte wybory były tuż po aferze z Renatą Beger, teraz powinien być postęp w liczbie mandatów. Mamy ambicję, żeby mieć tylu radnych co
PSL - dodaje. Przyznaje też, że w poszukiwaniu nowych członków chodzi też o pieniądze. - To zwiększy wpływy PiS ze składek. To się przyda, jeśli PO przeforsuje likwidację finansowania partii z budżetu.