http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rocznica 1 września. Głos z Rosji: Nie mają zwyczaju przepraszać

Gazeta.ru*, komentarz redakcyjny
2009-09-06, ostatnia aktualizacja 2009-09-04 19:14

Rosyjskie władze czują upartą niechęć, by przyznawać się do błędów. Na tym polega władza i siła w wydaniu rosyjskim

Władimir Putin przemawia 1 września na Westerplatte
Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Władimir Putin przemawia 1 września na Westerplatte
Jeszcze nie czekając na przemówienie Władimira Putina podczas uroczystości w Polsce z okazji 70. rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej, zachodnie media niemal chórem przepowiedziały, że rosyjski premier nie przeprosi za negatywną rolę, którą odegrał w tych wydarzeniach Związek Radziecki. Putin rzeczywiście nie przeprosił. Zamiast tego powiedział, że "historia ma różne barwy", a błędów, które stworzyły grunt dla "rozpoczęcia wielkiej agresji nazistowskich Niemiec", wszystkie strony "popełniły całe mnóstwo". Aby stworzyć obiektywny obraz historii, "nie należy wydłubywać z tej starej zapleśniałej bułki rodzynków na własny użytek". I chociaż ani Polska, ani inni uczestnicy II wojny światowej, biorąc pod uwagę niedawną dyskusję w prasie rosyjskiej, nie oczekiwali od Putina specjalnych słów z przeprosinami, to reakcja na to, że rosyjski premier nie wyraził zdecydowanego żalu, będzie najpewniej negatywna. Ale narzekanie na brak chęci rosyjskich przywódców do żałowania i przepraszania za błędy w polityce zagranicznej, nawet za błędy władców sprzed lat, to dowód na brak zrozumienia istoty władzy w Rosji.

Putin oraz większość jego poprzedników (a jeśli nic się radykalnie nie zmieni - to z pewnością także następców) nigdy nie przepraszają nie tylko obcych, ale przede wszystkim swoich obywateli. Czy należało więc liczyć na to, że taki człowiek będzie przepraszał za żółty kawałek papieru podpisany 70 lat temu, choćby kosztował on życie kilku milionów ludzi? Jeszcze na początku swojej prezydenckiej kariery, gdy stał twarzą w twarz z krewnymi i bliskimi marynarzy z atomowego okrętu podwodnego "Kursk", który zatonął dziewięć lat temu, maksimum tego, co mógł wydusić z siebie ówczesny szef państwa i głównodowodzący rosyjskich sił zbrojnych, brzmiało: "Straszna tragedia. Były kondolencje i temu podobne. Wszyscy to słyszeliście. Przyłączam się do nich". To "przyłączenie się" do kondolencji jest apoteozą putinowskich przeprosin, maksimum żalu w ciągu ośmiu prezydenckich lat i ponad roku pracy na stanowisku szefa rządu.

W październiku 2002 r. po wydarzeniach w teatrze na Dubrowce [gdzie siły specjalne zatruły gazem ponad stu zakładników, odbijając ich z rąk czeczeńskich terrorystów] czy we wrześniu 2004 r. po tragedii w Biesłanie [gdy siły specjalne szturmowały szkołę zajętą przez terrorystów zginęło ponad 300 osób] Putin nie dopuścił nawet takich pośrednich przeprosin. Tragedię w Biesłanie wykorzystano do wzmocnienia tzw. pionu władzy, likwidacji bezpośrednich wyborów gubernatorów i mobilizujących społeczeństwo przemówień w rodzaju: "Nie zrozumieliśmy złożoności i grozy procesów zachodzących w kraju i na całym świecie. Nie mogliśmy na nie odpowiednio zareagować. Okazaliśmy słabość, a słabych biją". To wezwanie do zjednoczenia wobec wroga wewnętrznego i zewnętrznego, jawnego oraz skrytego, to refren wszystkich ostatnich przemówień władzy.

W polityce wewnętrznej oraz zagranicznej nasza władza nie przeprasza za błędy, pomyłki, mylne oceny. Tylko wyjaśnia. I stara się nie powtórzyć błędu z 2000 r., gdy przy okazji tragedii "Kurska" Putin spotkał się ze zwyczajnymi, a nie specjalnie wybranymi ludźmi, którzy potrafili zadać niewygodne pytania, a nawet rzucić w twarz jakieś pretensje. Być może żeby nie powtórzyć tego samego błędu, podczas niedawnego wyjazdu na Syberię premier nie spotkał się z krewnymi pracowników, którzy zginęli w katastrofie potężnej elektrowni wodnej na Jeniseju.

Nie chodzi jednak o Putina i jego osobiste cechy. Pojemna formuła "przełożony ma zawsze rację" dotyczy całej władzy w Rosji. A główny przełożony ma rację zawsze i nigdy nie może być winny. Dlatego, że car - a tak mimo różnych nazw (sekretarz generalny, prezydent, premier) większość Rosjan traktuje najważniejsze osoby w państwie - nie może być winny z definicji. W skrajnym przypadku, gdy trzeba już znaleźć kozła ofiarnego, zawsze wskaże się jakiegoś winnego, który dopuścił do ataku terrorystów na teatr, katastrofy okrętu podwodnego czy awarii elektrowni. A czasem nie trzeba nawet składać w ofierze urzędników niższej rangi. Bojarskie głowy nie poleciały przecież po tragedii "Kurska", Dubrowki, Biesłanu.

Jedynym rosyjskim carem, który przeprosił swoich obywateli, był Borys Jelcyn. Ale zrobił to dość ogólnie i w momencie rezygnacji ze stanowiska głowy państwa. Wtedy nagany czy pochwały wierzącego niegdyś w niego narodu były mu już obojętne.

Ponieważ następców Jelcyna naród wybiera jedynie formalnie, to stosunek do poddanych nie ma dla nich znaczenia od samego początku. A więc nie ma sensu kajać się czy obwiniać za cokolwiek. Można przepraszać kogoś, od kogo coś zależy, ale przepraszać biernych statystów nie ma sensu.

Tak samo nie sensu składać historycznych przeprosin sąsiadom, z którymi nie tylko dawne stosunki, ale także obecne dalekie są od przyjacielskich i równoprawnych. Dla Putina, wychodząc z tradycyjnej logiki władców Rosji, lepiej jest więc nie przepraszać, choćby wbrew wyobrażeniom zachodnich dziennikarzy. Uparta bez względu na wszystko niechęć, by przyznać się do własnych błędów, to jest właśnie siła pojmowana po rosyjsku. Zagadkowa siła będąca od wieków, niezależnie od epoki, istotą władzy rosyjskiej.

*Gazeta.ru jest jedną z najbardziej popularnych internetowych gazet rosyjskich, umiarkowanie opozycyjną wobec władz. Tekst ukazał się 2 września

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':