Zastępca wojskowego prokuratora okręgowego w Warszawie płk. Ireneusz Szeląg powiedział
radiu TOK FM, że sprawa zostanie przekazana do cywilnej prokuratury w Radomiu. Mężczyźnie grozi nawet dwa lata więzienia.
Poruszające nagranie z ostatnich sekund lotu SU-27 podczas Air Show w Radomiu obiegło całą Polskę we środę. Słychać na nich głosy z wieży kontrolnej i samych pilotów SU-27. Taśma kończy się wołaniem "katapultujcie się, katapultujcie się". Potem zapada cisza. Chwilę potem maszyna uderza o ziemię i staje w płomieniach. Myśliwiec rozbił się w pobliżu lotniska na Sadkowie.
Prokurator Szeląg nie chciał ujawnić w jaki sposób udało się namierzyć radomskiego radioamatora. W każdym razie śledczy zareagowali natychmiast po tym, jak na forach i stronach internetowych pojawiło się nagranie. Internauci zaczęli podejrzewać, że to
telewizja TVN24 przekazała prokuraturze nagranie. Rzecznik stacji stanowczo zaprzeczył.
Podsłuchiwania i nasłuchiwania służb ratunkowych zabrania ustawa "Prawo telekomunikacyjne". "Zakazane jest zapoznawanie się, utrwalanie, przechowywanie, przekazywanie lub inne wykorzystywanie treści lub danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną przez osoby inne niż nadawca i odbiorca komunikatu" - mówi 159 paragraf ustawy. Mimo to chętnych do podsłuchiwania jest wielu.
- Jeśli ktoś prowadzi nasłuch to raczej nie robi tego przypadkowo, dokładnie wie czego szuka. Sądzę, że na imprezie takiej jak Air Show nikt nie prowadzi nasłuchu z chęci zysku - mówi Adam, radomianin, radioamator i fotograf. - Nie chcemy kogoś szantażować, czy zarobić na sprzedaży nagrań do mediów.
Adam nie był na tegorocznym Air Show, ale pilotów i wieżę kontrolną podsłuchiwał dwa lata temu.
- Wieża mówi pilotom, jak zmienia się wiatr, z której strony łatwiej będzie im wykonać manewr. Nasłuch ułatwia mi odpowiednie ustawienie aparatu i pozwala na zrobienie ciekawszych zdjęć - mówi. - Oczywiście przy okazji można usłyszeć też inne ciekawe dyskusje.
Czy nie boi się konsekwencji takich jakie mogą spotkać radioamatora, który ujawnił niedzielne nagranie?
- Jestem ostrożny, nie afiszuję się z tym co robię, ale z ryzykiem oczywiście się liczę - mówi.