Rodzinie Szwaków z Błot Wielkich sąd odebrał Różę sześć dni po jej narodzinach. Na podstawie opinii szpitala i kuratorki tłumaczył to bałaganem w domu i nieporadnością rodziców. W sądzie w Szamotułach toczy się postępowanie o odebranie Szwakom praw rodzicielskich. Róża jest w rodzinie zastępczej.
Szwaków broni miejscowy proboszcz, sołtys i 300 sąsiadów. Wysłali apel o pomoc do ministra sprawiedliwości, prezydenta i premiera.
Rodzinę zbadali też biegli z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Poznaniu. Ich opinia w sprawie Szwaków trafiła do sądu we wtorek. - Z opinii wynika, że nie ma podstaw do odebrania rodzicom starszych dzieci, a Róża powinna wrócić do domu. Wystąpię do sądu o jak najszybsze oddanie dziecka rodzicom - mówi rzecznik praw dziecka Marek Michalak.
Krzysztof Józefowicz, prezes Sądu Okręgowego w Poznaniu, powiedział PAP, że biegli zalecają powrót dziecka do rodziców, ale "pod warunkiem że rodzina ta otrzyma istotną pomoc z zewnątrz".
Róża ma szansę wrócić do domu najwcześniej 18 września. Tego dnia sąd zajmie się wnioskiem o zwrot dziecka rodzicom.
Rzecznik praw dziecka spotkał się wczoraj z rodziną Róży, dziećmi w miejscowej szkole i powołanym przez burmistrza Wronek "sztabem" ludzi, którzy zaangażowali się w pomoc Szwakom. - W szkole usłyszałem, że nic nie wskazuje na to, by rodzice byli wychowawczo niewydolni. Nauczyciele mówią, że dzieci uczą się dobrze, nie chodzą brudne, zaniedbane, ojciec regularnie dowozi je do szkoły - relacjonował Michalak.
Tydzień temu okazało się, że lekarze w szamotulskim szpitalu wysterylizowali uśpioną podczas porodu mamę Róży. Jak twierdzą Szwakowie - bez pytania. Sterylizacja jest w Polsce zabroniona, można ją wykonać tylko, jeśli życie lub zdrowie jest bezpośrednio zagrożone.
Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Szamotułach. Ale jak dowiedziała się "Gazeta", przekaże śledztwo do poznańskiej prokuratury okręgowej. Ta powoła zespół biegłych, którzy ocenią, czy lekarze rzeczywiście mieli prawo wysterylizować matkę Róży bez jej wiedzy i zgody. - Chodzi o ustalenie, czy istniało bezpośrednie niebezpieczeństwo dla jej życia i zdrowia. Dopiero potem zapadnie decyzja, czy postawić lekarzom zarzuty - mówi zastępca prokuratora okręgowego Mariusz Orlicki. Potwierdza, że w zabezpieczonej dokumentacji nie ma zgody na sterylizację, a jedynie na cesarskie cięcie i poszerzenie zabiegu, jeśli pojawią się groźne komplikacje.