Prezydent Kaczyński podczas obchodów 1 września na
Westerplatte przeprosił Czechów za współudział w rozbiorze ich państwa, mówił o polskim "grzechu". Ale w Czechach sprawa Zaolzia nie wywołuje od dawna żadnych emocji i uważana jest za ostatecznie wyjaśnioną. Sami Czesi krytycznie patrzą na swoją wojnę z Polską w latach 1919-20, gdy w tym samym czasie II Rzeczpospolita toczyła ciężkie walki z Armią Czerwoną. Warszawa, nie chcąc prowadzić walki na dwóch frontach, zgodziła się wtedy na oddanie Zaolzia, które na mocy polsko-czeskiego układu z 1918 r. było w granicach II RP.
Dla Czechów dużo ważniejsza był teza Putina z poniedziałkowego artykułu dla "Gazety", gdy uznał on za początek wojny układ niemiecko-francusko-brytyjski z Monachium z 1938 r., oddający Hitlerowi zamieszkane przez niemiecką mniejszość czeskie Sudety. O Monachium rosyjski premier mówił też we wtorek na Westerplatte. "Putin ma dużo racji" - skomentował znany publicysta gazety "Pravo" Ji ~ Hanák. Podkreślił też, że Polska miała od Hitlera ofertę wspólnego ataku na ZSRR, ale "nikt [w Warszawie] nawet przez minutę się nad tym nie zastanawiał".
Z kolei słowacki
dziennik "SME" przypomniał wczoraj, że wojska słowackie wspólnie z niemieckimi zaatakowały 1 września 1939 r. Polskę. To w tym momencie Słowacy stali się "fatalnymi sojusznikami Hitlera" - pisze "SME".