Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Specjalny zespół w PO planuje już scenariusz na dwulecie rządów Donalda Tuska (przypada 16 listopada). Czas akcji - październik i listopad. Miejsce - wieś. Bo jak się dowiedzieliśmy, Platforma zorganizuje z tej okazji serię spotkań głównie na wsiach z posłami, senatorami, eurodeputowanymi i radnymi.
Przygotowaniami do świętowania pod hasłem "730 spotkań na 730 dni rządu" kieruje wicepremier
Grzegorz Schetyna. - Będziemy opowiadać o tym, co udało się zrobić rządowi, i o naszych planach na kolejne dwa lata. To ma być lokalna kampania, blisko ludzi - mówił już kilka tygodni temu "Gazecie" Schetyna.
Wszystko ma rozpocząć się 23 października, dwa dni po drugiej rocznicy wygranych przez PO wyborów do Sejmu i Senatu. A zakończyć 17 listopada - dzień po rocznicy zaprzysiężenia gabinetu Tuska. Skąd pomysł na spotkania wiejskie? W ten sposób Platforma, która tradycyjnie wygrywa w wielkich miastach, chce przekonać do siebie wieś przed wyborami samorządowymi w 2010 r. i parlamentarnymi w 2011.
Ostatnie wybory parlamentarne na wsi wygrał
PiS, druga była Platforma. - Badania pokazują, że największy potencjał wyborczy mamy na wsi, więc musimy tam zawalczyć - mówi nam poseł
Janusz Palikot, szef lubelskiej Platformy, który przeprowadził kampanię informacyjną na wsiach w Lubelskiem przed czerwcowymi wyborami do europarlamentu. - Poza tym PO nie przedstawiła do tej pory konkretnego programu na wsi i najwyższy czas to zrobić - dodaje Palikot, który ma przygotować pakiet zmian ustawowych dla mieszkańców wsi. - Od odrolnienia gruntów po funkcjonowanie poczty - zapowiada.
Głównym hasłem programu PO dla wsi ma być modernizacja. - Nie można patrzeć na wieś już tylko przez pryzmat rolnictwa, bo tam mieszkają miliony ludzi, którzy potrzebują dobrych dróg, dostępu do służby zdrowia, przedszkoli i szerokopasmowego internetu - mówi "Gazecie" Robert Tyszkiewicz, szef PO na Podlasiu i jeden z organizatorów wiejskiej ofensywy.
- Budujemy "orliki", "schetynówki", modernizujemy biblioteki - wylicza. - Chcemy dowiedzieć się, jak ludzie na wsi oceniają te działania i jakie mają oczekiwania - dodaje.
Nasi rozmówcy w PO zapewniają, że wiejska ofensywa ma nie odebrać głosów koalicyjnemu
PSL, który odwołuje się do wiejskiego elektoratu. - To chyba dobrze, że PO stara się w większym stopniu interesować wsią, co w dużej mierze jest efektem współpracy z PSL - podkreśla polityk Platformy.
Co na to ludowcy? - Politycy PO są trochę sfrustrowani, bo my coraz bardziej wchodzimy w środowisko miejskie. Niech próbują - mówi szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. - Im więcej rozmów ze środowiskami wiejskimi, tym lepiej. Zawsze mówię kolegom, że robimy za mało spotkań z ludźmi na wsi, żeby opowiedzieć o dokonaniach tego rządu i wysłuchać, czego ludzie oczekują. A jak są spotkania, to mają charakter oficjalny, jakieś przemówienia przy okazji dożynek czy innych uroczystości.
Żalu do PO nie ma też minister w kancelarii premiera Eugeniusz Grzeszczak, jeden z najbliższych ludzi szefa ludowców Waldemara Pawlaka. - Nam nikt nie zabrania robić kampanii w mieście, więc trudno, żebyśmy zabraniali chodzić po wsi naszemu koalicjantowi - mówi nam Grzeszczak. - Płakać nie będziemy, bo i tak cała wieś na nas nie głosuje.