Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Raz instruktorzy kazali robotnikom udawać psy, koty i króliki. Innym razem stanąć w kółku. Powiedzieli, że "pan kanclerz" obserwuje wszystko przez kamerę ze swojego biura w Łodzi.
Każdy miał trzymać w powietrzu krzesło tylko dwiema nogami o ziemię oparte. Na "start" trzeba było puścić swoje i łapać krzesło tego po lewej. Jak ktoś nie zdążył i siedzisko upadło - powtórka. Po trzech godzinach biegania instruktorka oświadczyła: obiadu nie będzie, dopóki się wszystkim nie uda.
Na to Janek Makulec, zastępca szefa "Solidarności" z PKS Kozienice, gruchnął swoim krzesłem o podłogę i oświadczył: - Pierdolę! 30 lat za kółkiem siedzę i królika doświadczalnego robić z siebie nie będę!
I tak go nie ominął wstyd, gdy po kilku dniach w Kozienicach pojawił się sam kanclerz, by wręczać dyplomy animatorom rozwoju podmiotowego.
Makulec wraz ze swym szefem z "Solidarności" Mirosławem Posłowskim odbierali certyfikaty, a koledzy za ich plecami chichotali, szczekali i przykładali po dwa zgięte palce do skroni, imitując królicze uszy.
- Proszę państwa! - zagaił niezrażony kanclerz. - Proszę nagrodzić oklaskami osoby, którym wręczę za chwilę dyplomy. Oto kandydaci na prawdziwych sprawców...
"Sprawca to... - jak opisuje Makary Stasiak -...źródło zdarzeń innych, niż wskazywałby na to naturalny bieg przyrody".
Idealny sprawca "tak organizuje interakcję z otoczeniem, że więcej uzyskuje, niż wydatkuje, działając na nie...".
Swą filozofię Stasiak nazwał Koncepcją Umyślnej Twórczości.
I całym 62-letnim życiem dowodzi jej słuszności.
1. JAK HARTOWAŁA SIĘ STAL Był założycielem, pierwszym rektorem, potem kanclerzem, a teraz jest prezydentem łódzkiej Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej, którą od miesiąca "Gazeta" (i nie tylko) opisuje jako lipną fabrykę niedouczonych magistrów.
Ta największa niepubliczna
szkoła wyższa w Polsce nadała swemu twórcy funkcję profesora, choć Stasiak nie ma habilitacji.
Naukowcy i rektorzy innych uczelni oburzeni są faktem używania przez "samozwańczego prezydenta AHE" tytułu "profesor Makary Stasiak". Tak tytułują się profesorowie belwederscy, z habilitacją i nominacją od prezydenta RP.
Inni powinni podpisywać się: dr Jan Iksiński, profesor Wyższej Szkoły w...
Profesor bez cukru i soli Prezydent Stasiak przyjmuje nas we własnym sekretariacie, zrelaksowany po porannym treningu jogi. Mocno ściska ręce, gładzi sarmacki wąs, wręcza przygotowane paczki z ostatnimi książkami swego autorstwa: "Twórczy i harmonijny rozwój człowieka", "Zarządzanie skierowane na podwładnego" i parę innych.
Idziemy w stronę wielkiego gabinetu przez wysoki korytarz dawnej fabryki włókienniczej Ferdynanda Goldnera. Zrujnowane za komuny gmaszysko zamieniło się w latach 1991-96 w architektoniczne cudo. Zdobiony nowoczesnymi rzeźbami dziedziniec pod szkłem, bezszelestne windy, wszędzie wysoki połysk.
Prezydent, zarazem właściciel Instytutu Postępowania Twórczego, do którego należy i uczelnia, i ten gmach, siada w głębokim fotelu. Niskim, męskim głosem pyta, czy nie mamy nic przeciwko temu, by spotkanie nagrywał operator z jego własnej telewizji - Patio TV.