Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Reportaż do wieczornego wydania "Wiadomości"przygotowała w niedzielę Małgorzata Zdziechowska, która na radomskim lotnisku spędziła dwa dni. Głównym tematem wydania była katastrofa białoruskiego myśliwca i śmierć dwóch pilotów.
TVP postanowiła pokazać wywiad z pilotami tej maszyny nakręcony dzień wcześniej.
Widzów w dramatyczną sytuację wprowadziła Dorota Wysocka:
- Tragiczny finał pokazów lotniczych w Radomiu. Białoruski myśliwiec SU-27 runął na ziemię w czasie pokazu akrobacji. Obaj piloci zginęli. Jeszcze wczoraj z ekipą tego samolotu rozmawiała nasza reporterka. Piloci pokazywali jej tę właśnie maszynę. Opowiadali co chcą pokazać widzom. Pogoda była zła, więc wczoraj nie mogli wystartować. Dzisiaj - niestety - nie doczekali szczęśliwego lądowania. Ostatnie chwile myśliwca w relacji Małgorzaty Zdziechowskiej.
Autorka relacji informuje widzów, że SU-27 rozbił się obok lotniska zaraz po starcie, po wykonaniu kilku figur akrobatycznych.
- Jeszcze wczoraj rozmawiałam z pilotami tego właśnie myśliwca. Pokazywali mi samolot, chwalili się nim. Opowiadali jakie ma możliwości i co będą chcieli zaprezentować widzom - wprowadza telewidzów reporterka. Na ekranie pojawia się Michaił Lewicki, zastępca dowódcy Sił Powietrznych Białorusi. - Są takie figury, które są w stanie wykonać tylko nasi piloci - chwali się przed kamerą. - To tak zwany dzwon i pętla z pikowania.
- Jest czym się pochwalić, mamy z czego być dumni - w kadrze pojawia się teraz Igor Azarionok, dowódca Sił Powietrznych Białorusi. - Pokazaliśmy to wczoraj na treningu i mam nadzieję, że na pokazie powtórzymy to samo.
Autorka reportażu przypomina, że w sobotę białoruscy piloci nie wystartowali. Pogoda była fatalna. Nie nadawała się do lotu. Wystartowali więc w niedzielę. - Dziś fatalny okazał się ich lot - kończy tę część materiału Zdziechowska. Ale nie informuje, że zginęli dwaj inni piloci, a nie jej rozmówcy.
Za sterami SU-27 siedzieli Alaksandr Marficki, zastępca dowódcy operatywno-taktycznego dowództwa Sił Powietrznych i Wojsk Obrony Przeciwlotniczej Białorusi i Alaksandr Żurawlewicz, zastępca dowódcy 61 myśliwskiej bazy lotniczej. Obaj byli doświadczonymi pilotami. Na SU-27 wylatali po ponad 2000 godzin.
Informację o rzekomej śmierci zastępcy dowódcy białorskich sił powietrznych zdementowało natychmiast Centrum Prasowe Air Show. "Wiadomość ta jest nieprawdziwa, a oficer [który zginął] zajmował inne stanowisko służbowe" - podano na portalu pokazów.
- Sytuacja była naprawdę niezręczna, musieliśmy przepraszać naszych gości - przyznaje mjr Marcin Rogus, rzecznik prasowy Dowódcy Sił Powietrznych. - Dowódca Sił Powietrznych Białorusi i jego zastępca byli z nami w wieży kontrolnej, ale z różnych mediów słyszeli informacje o tym, że nie żyją. Na bieżąco dzwoniłem do dziennikarzy i prosiłem o poprawienie błędu, bo popełniła go nie tylko TVP.
Major dodaje, że polskie Dowództwo Sił Powietrznych nie dopatruje się złej woli dziennikarzy, ale poprosi o sprostowanie błędnej informacji.
TVP: nie ma podstaw do sprostowań - Czy to niefortunny montaż, czy błąd reporterki? - pytamy Daniela Jabłońskiego, p.o. rzecznika prasowego TVP.
- W materiale nie było ani słowa o tym, że zginęli dowódca Sił Powietrznych Białorusi i jego zastępca - odpowiada Jabłoński i przesyła zapis materiału.
Czy będzie sprostowanie?
- Przesyłam odpowiedź zastępcy kierownika Redakcji "Wiadomości" Pana Artura Michniewicza - odpowiada Jabłoński.
"Redakcja "Wiadomości" uprzejmie informuje, że temat o katastrofie na Air Show został przygotowany z zachowaniem wszelkich kryteriów dziennikarskich. Nie ma zatem podstaw do sprostowań, tym bardziej, że redakcja nie dostała ani jednego oficjalnego protestu, co mogłoby stanowić podstawę do sprostowania. Odbiór i ocena materiału przez panią redaktor Katarzynę Ludwińską jest całkowicie subiektywną kwestią." - czytamy.
Ambasada Republiki Białorusi o wpadce TVP dowiedziała się od "Gazety". - W tej chwili trudno nam to skomentować - słyszymy w sekretariacie ambasady. - Ale skontaktujemy się z państwem po ustaleniu stanowiska.