http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Powinniście docenić słowa Putina

Rozmawiał Bartosz T. Wieliński
2009-09-02, ostatnia aktualizacja 2009-09-01 20:40

Gdy słuchałem przemówienia Putina, miałem wrażenie, że nie mówi do Polaków, tylko do swoich. Pozwolił sobie naprawdę na wiele, sugerując odpowiedzialność ZSRR za wybuch wojny - mówi Cornelius Ochmann, ekspert niemieckiej Fundacji Bertelsmanna

Kanclerz Angela Merkel i premier Władimir Putin podczas uroczystości na Westerplatte
Fot. ALIK KEPLICZ AP
Kanclerz Angela Merkel i premier Władimir Putin podczas uroczystości na...
Cornelius Ochmann
Fot. YYYY YYYY
Cornelius Ochmann
Bartosz T. Wieliński: Jakie ma pan wrażenia po obchodach wybuchu II wojny w Gdańsku?

Cornelius Ochmann: To były bardzo dobre uroczystości. Bez słabych punktów, z jasnym przekazem, który poszedł w świat. Tusk jako organizator odniósł wielki sukces. Jeszcze rok temu 1 września funkcjonował jako mało znana data rozpoczęcia konfliktu niemiecko-polskiego. Polakom dzięki wczorajszej uroczystości udało się jednak wbić światu do głowy, że tego dnia rozpoczęła się II wojna światowa i trwający przez pół wieku podział Europy. Mówią o tym politycy, piszą o tym światowe media. Ta wiedza po dzisiejszych obchodach zostanie. Choć muszę przyznać, że zdziwiła mnie koncentracja polskiej opinii publicznej na Rosji.

Bo to przecież z Rosji wyszły w ostatnim czasie próby obarczenia Polski winą za wybuch wojny. Próbowano oskarżać nas nawet o spiskowanie z Hitlerem przeciwko ZSRR...

- ...a gdy w Sopocie trwała konferencja prasowa Putina, w Moskwie rosyjski wywiad prezentował nawet książkę o rzekomej szpiegowskiej działalności ministra Becka na rzecz Niemiec. To nie był przypadek.

Jak w tym kontekście tłumaczyć jednak pojednawcze słowa Władimira Putina i jego poniedziałkowy artykuł w "Gazecie"? Tym, że rosyjskie służby ciągle działają poza kontrolą i starały się nie dopuścić do jakiejkolwiek rewizji obowiązującej wersji historii. Gdy słuchałem przemówienia Putina, miałem wrażenie, że nie mówi do Polaków, tylko do swoich. Pozwolił sobie naprawdę na wiele, sugerując odpowiedzialność ZSRR za wybuch wojny, mówiąc, że pakt Ribbentrop-Mołotow, oficjalnie uznawany za konieczny, był moralnie nie do przyjęcia. Trzy czwarte Rosjan jest innego zdania.

Polacy powinni to docenić. Trzeba docenić też to, że w Rosji na temat 1939 r. nie wszyscy kłamią, Są historycy, którzy nazywają rzecz po imieniu - Stalin sprzymierzył się z Hitlerem. O nich media jednak rzadko wspominają.

Putin obiecał odtajnienie akt katyńskich, jeśli Polacy udostępnią Rosjanom materiały o losie sowieckich jeńców po wojnie w 1920 r. To poważna obietnica?

- Myślę, że jest jak najbardziej poważna. Trzeba ją tylko przełożyć na język ekspertów. Wymianą akt powinna zająć się doskonale działająca Polsko-Rosyjska Grupa ds. Trudnych. Zanim pojawią się wymierne rezultaty, może to potrwać jeszcze lata. Ale - jak to się po rosyjsku mówi - proces paszoł. Trzeba pamiętać, że polscy i niemieccy eksperci spotykali się przez wiele lat, zanim dojrzeli do wspólnej pracy nad podręcznikiem do historii. Polacy i Rosjanie będą musieli iść podobną drogą.

Kanclerz Angela Merkel w swoim przemówieniu mówiła o odpowiedzialności Niemiec za wojnę, ale wtrąciła też wątek wypędzonych. We wtorek rano w wywiadzie dla telewizji ARD mówiła, że wypędzenia były niesprawiedliwe.

- Przemówienie Merkel miało dwa zasadnicze elementy. Pierwszy to przyznanie się do odpowiedzialności, Merkel mówiła o tym, używając mocnych słów. Drugi to zapewnienie, że Niemcy nigdy nie będą historii fałszować i będą pamiętać o ofiarach wojny. Także o wypędzonych.

Wypędzenia były niesprawiedliwe, ale były konsekwencją rozpętanej przez Niemców wojny. Taką linię Polacy mogą zaakceptować. Trzeba tu dodać, że pochodząca z byłego NRD Merkel jest pierwszym kanclerzem Niemiec, który w pełni rozumie znaczenie daty 1 września dla Europy. Żyła przecież po drugiej strony żelaznej kurtyny. Dla wychowanych na Zachodzie Schrödera i Kohla ta data nie miała takiego znaczenia.

Uderzyła mnie natomiast miałkość przemówień przedstawicieli Francji i Wielkiej Brytanii, polskich sojuszników w latach 1939-45. Nie dość, że na Westerplatte zabrakło prezydenta Sarkozy'ego [w zastępstwie przyjechał premier François Fillon] i premiera Browna [reprezentował go szef MSZ David Miliband], to nie byli skłonni jasno przeprosić Polski za to, że we wrześniu 1939 r. zostawili ją samą. Smutna z tego bije nauczka, że z dawnym przeciwnikiem Niemcami i nawet Rosją można prowadzić bardziej konstruktywny dialog o przeszłości niż z sojusznikami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':