Wacław Radziwinowicz: Jak pan ocenia spory historyczne Władimira Putina i przywódców Polski na Westerplatte? Fiodor Łukjanow: W rzeczywistości nic się w tej rosyjsko-polskiej dyskusji na temat trudnej wspólnej przeszłości nie zmieniło. Kolejny raz idziemy po tym samym zaczarowanym kole, po którym chodziliśmy już wielokroć. Ile razy obiecywaliśmy sobie nawzajem, że historię trzeba zostawić historykom, że trzeba patrzeć w przyszłość... I zawsze nic z tych deklaracji nie wychodziło.
Czyli zupełnie nic nowego? - Niezupełnie. Według mnie premier Putin tym razem poszedł nieco dalej. On w artykule, który napisał dla "Gazety Wyborczej", i w swoich wystąpieniach w Gdańsku nie starał się, jak to w ostatnich latach robili przedstawiciele władz Rosji, przede wszystkim usprawiedliwiać przywódców ZSRR, którzy zawarli w 1939 r. pakt z Hitlerem. Starał się wskazywać, że odpowiedzialność za doprowadzenie do wybuchu II wojny światowej ponoszą rządy wielu państw Europy. Powiedział też wiele rzeczy, które Polacy powinni uznać za sprawiedliwe. Ważny jest jego hołd dla męstwa żołnierzy Westerplatte, przypomnienie, że polskie oddziały walczyły na wszystkich frontach, także ramię w ramię z Armią Czerwoną. To inaczej niż w czasie moskiewskich obchodów 60. rocznicy zwycięstwa nad Niemcami. Wtedy Putin jako prezydent nawet nie wymienił Polski wśród państw koalicji antyhitlerowskiej.
Dlaczego Putin w ogóle zgodził się przyjechać do Polski akurat w takim momencie? - To częściowo wynika z jego charakteru. Wiedział, że lekko mu u was nie będzie. Ale on już taki jest, że nie unika trudnych sytuacji. Przeciwnie - uważa, że po męsku musi podnieść rękawicę. Poza tym on chyba chciałby znaleźć w końcu jakieś wyjście z tego zaklętego kręgu historii, po którym chodzimy. Zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby nie przyjechał na Westerplatte, a wysłał tam na przykład ambasadora, to tylko pogorszyłby sytuację, naraził i siebie, i Rosję na nowe oskarżenia.
Jeden z ekspertów rosyjskich, z którymi rozmawiałem przed przyjazdem premiera Putina do Polski, powiedział mi, że ta wizyta będzie albo porażką, albo przełomem... - Ja nie zgodziłbym się z nim. Do porażki nie doszło, przełomu być nie mogło. Rezultat, jak myślę, jest taki, że stosunki między naszymi krajami będą się stopniowo polepszać. Uważam, że kontrakt gazowy zostanie zawarty jeszcze tej jesieni. Zastanawiam się tylko, dlaczego w tym, co mówił u was Putin, raptem pojawił się motyw firmy Gudzowatego, jak rozumiem, układu korupcyjnego. To bardzo intrygujące i bardzo chciałbym wiedzieć, skąd to się raptem wzięło, ale, przyznam się, że nie rozumiem.