http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prymusi Europy

Jacek Fedorowicz
2009-09-02, ostatnia aktualizacja 2009-09-01 19:06

Felieton Jacka Fedorowicza



Premier ogłosił w zeszły piątek radosną wiadomość, że jako jedyni w Europie jesteśmy na plusie. Stała się rzecz trudna do uwierzenia, okazało się, że Polska jest liderem wyścigu, że w światowym kryzysie dajemy sobie radę najlepiej ze wszystkich.

Premier wskazał głównego autora sukcesu - społeczeństwo, które nie przestraszyło się kryzysu, wykazało się wiarą we własne siły i optymizmem, który podyktował prawidłowe zachowania. Premier, wraz z rządem, nie odżegnywał się oczywiście od udziału w sukcesie, podkreślił, że konsekwentnie trzymał się wytyczonej strategii niewpadania w panikę, a nawet pewnego ignorowania kryzysu, i że nie dał się namówić na żadne z działań proponowanych przez opozycję. Niemniej głównym adresatem pochwał premiera byliśmy my, wszyscy Polacy, jako całość.

Nasuwa to różne refleksje. Jeśli spostrzeżenia o optymizmie Polaków są słuszne, podważa to utarte opinie o naszym powszechnym, chorobliwym malkontenctwie. Bo trudno pogodzić obraz wiecznie ze wszystkiego niezadowolonego Polaka z Polakiem optymistą. Jedynym wytłumaczeniem, jakie mi się nasuwa, byłaby tu nasza umiejętność skrywania prawdziwych uczuć. Nabyta wraz z doświadczeniem historycznym. Polak zawsze wiedział, że trzeba narzekać, bo jeśli ktoś narzeka, to znaczy, że mu źle i w związku z tym może mieć nadzieję, że mu coś dadzą. Gdyby nie narzekał, to nie dość, że by nie dali, to jeszcze zabrać by mogli. Kto nie narzeka, daje dowód, że mu dobrze, zaraz więc władza (książę pan, okupant, pierwszy sekretarz itp.) postara się, żeby mu było gorzej. Każdy sukces trzeba skrzętnie ukryć, a z twarzy zmazać każdy grymas, który mógłby nasunąć podejrzenia o optymizm.

Teza o umiejętności zachowania się w kryzysie też wydaje się łatwa do wytłumaczenia doświadczeniem historycznym, prawdę mówiąc, byłbym zdumiony, gdyby jakikolwiek Polak uznał, że to, co się od paru miesięcy dzieje, to kryzys. Owszem, głośno Polak przyznaje, że kryzys jest, bo ponarzekać (patrz wyżej) nigdy nie zawadzi, ale tak między nami to, panie, z czym do gościa? Nie takie kryzysy udawało się przetrwać, i to czasem nawet całkiem nieźle. Rzeczywiście, umiejętność zakombinowania w każdej, najtrudniejszej nawet sytuacji jest cechą nabytą trwale i niewątpliwie. W sprzyjających warunkach objawia się to jako przedsiębiorczość.

Natomiast pochwały pod naszym adresem, że powodowani optymizmem nie ograniczyliśmy konsumpcji, tylko wciąż kupujemy i kupujemy, dzięki czemu produkcja nie spada, są już nieco dyskusyjne, bo ktoś złośliwy powie - i trudno będzie z nim polemizować - że nieustający szał zakupowy to zwykłe utracjuszostwo utrwalające obrazek Polaka lekkoducha, co to tylko chwilą bieżącą żyje, o przyszłość się nie trapiąc. Na szczęście pokrewna postawa "zastaw się, a postaw się" akurat w tym kryzysie już nas nie dotyczy. Nie my tym razem byliśmy rekordzistami w braniu kredytów. Inni zastawiali się na potęgę, a my na pewno znacznie mniej. Choć nie jest pewne, czy to wynikało z naszej rozwagi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':