Prezydent pisze też, że "nie da się zbudować Europy wspólnych wartości, jeśli wszyscy nie odrzucimy wersji historii pisanej kiedyś przez totalitaryzmy zgodnie z ich celami i antywartościami (...) Dlaczego do tej wojny doszło? Dziś, po ujawnieniu archiwów większość historyków nie ma trudności z odnalezieniem prawdy. Do tej totalnej wojny doprowadził pakt Stalina z Hitlerem z 23 sierpnia 1939 r., zwany też - od nazwisk ich głównych współpracowników - paktem Ribbentrop-Mołotow".
- Już to mówiłem i jeszcze będę powtarzał. To nie Polska powinna odrabiać lekcję pokory. Nie mamy do tego żadnego powodu. Powód mają inni. Powód mają ci, którzy do tej wojny doprowadzili - mówił prezydent 1 września rano na Westerplatte
(...)
Wskazanie wydarzenia uruchamiającego katastrofę nie wystarczy. Jakie były jej głębsze źródła? Dlaczego Hitler i Stalin się dogadali? Dlaczego ich zmowa przyniosła tak katastrofalne efekty dla całej Europy i świata?
Niektórzy odpowiedzą: przegrani z I wojny światowej odbudowali swe potencjały, rośli w siłę, a w konsekwencji domagali się zmiany status quo.
Czy to wszystko tłumaczy? Nie, to nie była zwykła wojna, i to nie było tylko naruszenie geopolitycznej równowagi! Pakt Hitler - Stalin to była zmowa konkurujących ze sobą totalitaryzmów chcących zdominować Europę i świat.
Przypomnijmy sobie pokrótce ewolucję stosunków międzynarodowych pomiędzy pokojem z Wersalu a zmową dwóch totalitarnych dyktatorów usiłujących przechytrzyć się nawzajem.(...)
Jak z dramatycznymi wyborami Europy lat 30. dawała sobie radę Polska? Wpierw - rozważając wojnę prewencyjną z III Rzeszą. Niepoparta przez zachodnich sojuszników zdecydowała się na uzupełnienie tradycyjnych sojuszy z Brytanią i Francją polityką równego dystansu wobec obu totalitaryzmów.
Zachowanie tej konstrukcji było jednak coraz trudniejsze, gdy totalitaryzm wkroczył do Austrii, w Sudety, do czeskiej Pragi. To wtedy popełniamy błąd Zaolzia.
To wtedy Ribbentrop proponuje Polsce przystąpienie do paktu antykominternowskiego, sugerując wspólną wyprawę na wschód. Swą propozycję "pomocy" składa zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR Władimir Potiomkin. Za tą "potiomkinowską pomocą" kryje się brutalna treść: żądania, by Armia Czerwona mogła wkroczyć na wschodnie ziemie Rzeczypospolitej.
Wybór przez Polskę którejkolwiek z tych ofert oznaczał nie tylko utratę części terytorium, ale także udział w wojnie w roli wasala jednego z totalitaryzmów. Miałby też daleko idące konsekwencje dla naszego kontynentu. Nasiliłby proces infekowania totalitaryzmami słabnącej, wolnej części Europy. (...)
Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że w latach 1934 - 1939 pokojowe powstrzymanie totalitaryzmów nie było już możliwe. Krwi, łez i potu uniknąć nie było można. Jednak towarzyszyć im mogły albo hańba, albo godność. Zgoda na niewolę albo pragnienie wolności. Zdrada naszej cywilizacji albo jej obrona. Wybraliśmy wolność i dobro. Sprawiliśmy, że wolny świat wreszcie wypowiedział wojnę nazizmowi.
Może ktoś spytać. Czy warto dziś dyskutować o wydarzeniach sprzed 70 lat? Odpowiedź jest prosta: warto i trzeba. Jedna z najstarszych prawd naszej cywilizacji mówi bowiem, że "narody, tracąc pamięć, tracą życie".
Potwierdzanie własnej pamięci to ciągłe zadanie stojące przed narodami Europy. Tę pamięć trzeba przecież przekazywać kolejnym pokoleniom. Przeciwstawiać się próbom pisania historii na nowo, kwestionowaniu prawdy na temat II wojny światowej, skali ofiar poniesionych wówczas z rąk nazizmu, ale przecież i totalitarnego komunizmu.
Całość artykułu
tutaj .