Przed przyjazdem do Polski premier Rosji
Władimir Putin napisał artykuł opublikowany wczoraj w "Gazecie Wyborczej". W "Liście do Polaków" Putin pisze o pakcie Ribbentrop-Mołotow - który po serii oszczerczych dla Polski publikacji w rosyjskich mediach stał się przedmiotem sporu - że układ "bez żadnych wątpliwości można z pełnym uzasadnieniem potępić".
Jednak podkreśla też, że w latach 30. ub. wieku porozumienia z nazistowskimi Niemcami szukały rządy państw zachodniej Europy. A
Francja i Anglia, podpisując układ w Monachium w 1938 r., "zrujnowały" nadzieje na stworzenie "wspólnego frontu walki z faszyzmem".
Putin napisał też, że jego naród, "którego losy zniekształcił system totalitarny", rozumie "uczulenia" Polaków związane z Katyniem. Wezwał więc, by cmentarze w Katyniu i Miednoje, tak jak tragedia czerwonoarmistów wziętych do polskiej niewoli w 1920 r., stały się symbolem "wspólnego żalu i wzajemnego przebaczenia"
Niepotrzebna teza anty-Katynia Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski artykuł Putina przyjął "z ogromną ulgą i satysfakcją". - Znalazło się tam kilka stwierdzeń, na których Polsce zależało. Potwierdzenie autorstwa zbrodni katyńskiej, zaakcentowanie, że II wojna światowa zaczęła się 1 września jako obrona Polski przed agresją Hitlera. Jest też jednoznaczne potępienie paktu Ribbentrop-Mołotow - mówił Komorowski.
Adam D. Rotfeld - przewodniczący Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych - ocenił słowa Putina jako tekst "odpowiedzialnego męża stanu", który "w zasadniczy sposób różni się od tej obrzydliwej kampanii, która pojawiła się w rosyjskich mediach".
O tekście premiera Rosji nie wypowiedział się premier Polski. Ale bliski Donaldowi Tuskowi polityk powiedział nam, że "wyważony artykuł Putina uspokoił Tuska". Rzecznik rządu Paweł Graś dodał, że po serii publikacji, które ostatnio ukazywały się w Rosji, artykuł ma inny ton. Zastrzegł, że są tam próby interpretacji historii, "nie do końca zgodne z polską prawdą, polską tradycją". Chodzi głównie o fragment, w którym Putin porównał ofiary z Katynia i Miednoje z sowieckimi żołnierzami, zmarłymi z głodu i chorób w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. Graś, zapowiadając wtorkowe spotkanie Tusk - Putin, powiedział, że będą na nim elementy "dyskusji historycznej, również związane z Katyniem".
- Zupełnie niepotrzebnie pojawia się ta teza anty-Katynia, wchodzimy w znane i powtarzane koleiny i tezy publicystów rosyjskich. Cała sprawa anty-Katynia, czyli wymordowania czy wygłodzenia jeńców z 1920 r., jest wymysłem propagandy komunistycznej - mówił wczoraj Andrzej Przewoźnik, pełnomocnik rządu ds. obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Choć i on przyznał, że tekst jest "ważnym głosem, pokazującym pewne nowe elementy w podejściu do Polski i Polaków w tym kontekście historycznym".
Zdaniem doradcy prezesa
IPN Antoniego Dudka tekst Putina jest "próbą wyciągnięcia ręki i otwarciem w stronę Polski". Choć "jest daleki wobec gestu Willego Brandta, który w 1970 r. ukląkł na gruzach warszawskiego getta".
Najostrzej na tekst Putina zareagowali politycy
PiS. - Rosyjscy żołnierze umierali w niewoli, ale czym innym jest odgórna rządowa decyzja o mordzie na bezbronnych polskich oficerach - mówił rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak.
- Jestem bardzo ciekaw, czy ten tekst przebije się do rosyjskiej świadomości. Liczę na to, że podobne wypowiedzi będą miały miejsce w Rosji - mówił marszałek Komorowski.
Nie zamknął drzwi, otworzył okna Media rosyjskie przez cały poniedziałek obszernie informowały o artykule Putina w "Gazecie". Przy czym redaktorzy programów informacyjnych wybierali z niego te fragmenty, które pasują do linii politycznej konkretnej redakcji.
Widzowie państwowej telewizji Rossija dowiedzieli się, że premier, wzywając do pojednania z Polakami, dzielnie bronił tez o tym, że ZSRR w przeddzień wybuchu II wojny był osamotniony, a przez to musiał zawrzeć układ z Hitlerem, by zyskać na czasie i lepiej przygotować się do odparcia nieuchronnego ataku Niemiec. Telewizja podkreśliła też, że premier wypomniał Polakom zajęcie Zaolzia w 1938 r., a Francji i Wlk. Brytanii - hańbiący układ w Monachium.
Natomiast liberalne Radio Echo Moskwy podkreślało przede wszystkim to, co
telewizja przemilczała - że Putin wspomniał o zbrodni katyńskiej i mówił o potępieniu paktu Ribbentrop-Mołotow.
"List do Polaków" komentowali rosyjscy politycy. Konstantin Kosaczow, szef komisji zagranicznej Dumy, uważa, że "jednolite i wyważone" stanowisko premiera "stwarza interesujące perspektywy" dla rozwoju stosunków Rosji i Polski, bo nie "zamyka żadnych drzwi, a otwiera bardzo wiele okien". Dodał też, że Polska jest "podatna na infekcję nacjonalizmu", bo jednostronnie "interpretuje historię".
Zdaniem Arsenija Rogińskiego, przewodniczącego stowarzyszenia Memoriał, artykuł Putina wnosi niewiele. - Nazwał "niemoralnym" pakt Ribbentrop-Mołotow, a nie tajne protokoły do niego i wynikający z nich rozbiór Polski. O Katyniu tylko wspomniał i to bardzo ostrożnie, też unikając nazywania rzeczy po imieniu - powiedział w rozmowie z "Gazetą".
Wczoraj media podały informacje na temat konferencji prasowej, którą przed przyjazdem Putina do Polski dał w piątek Jurij Uszakow, zastępca szefa aparatu rządu. Nie zaproszono na nią korespondentów z Polski. Dziennikarze dowiedzieli się od Uszakowa, że Polacy nie mogą liczyć na spełnienie swych żądań odtajnienia dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej.
Wczoraj wieczorem 1. kanał telewizji rosyjskiej pokazał film "Czy Stalin mógł powstrzymać Hitlera?", który miał, jak zapowiadano, na podstawie odtajnionych dokumentów Służby Wywiadu Zagranicznego pokazać, że Polska w latach 30. umizgiwała się do Niemiec i wspólnie z nimi szykowała napad na ZSRR. Występujący w filmie generał wywiadu Lew Sockow powtórzył zarzuty pod adresem naszego kraju, które już wcześniej padały w mediach rosyjskich. Powiedział, że Polska przez lata była "najbliższym sojusznikiem Hitlera". Zapewnił też, że armia ZSRR weszła na teren Polski 17 września 1939 r. dopiero po tym, jak "państwo polskie przestało istnieć". Zapowiadanych sensacyjnych dokumentów Sockow jednak nie pokazał.
We wtorek w południe przedstawiciele Służby Wywiadu Zagranicznego mają zaprezentować zapowiadany od dawna zbiór do tej pory tajnych dokumentów zatytułowany "Sekrety polityki polskiej. 1935-45", który ma dowodzić, że Polska w latach 30. wspólnie z Niemcami potajemnie planowała napad na ZSRR.