I dorzucił zapowiedź kolejnych podwyżek w latach 2011 i 2012 (w każdym dwa razy po 5 proc., w styczniu i we wrześniu). O ile nie będzie krachu gospodarczego.
Premier przyszedł niespodziewanie na posiedzenie zarządu ZNP, które odbywało się w Gdańsku. Związkowcy spodziewali się jedynie minister edukacji Katarzyny Hall i szefa doradców premiera Michała Boniego, z którym negocjuje od czerwca.
Ostatnio rząd obstawał przy propozycji 1 proc. podwyżki od stycznia 2010 r. i 3 proc. od września. Związkowcy chcieli więcej.
Chcieli, bo po strajkach w 2008 r. rząd obiecał im podwyżki na 2009 r. (dwa razy po 5 proc., w styczniu i we wrześniu) i takie same w 2010 pod warunkiem dobrej kondycji gospodarki. Wraz z kryzysem rząd wycofał tę obietnicę.
Wczoraj premier Tusk przyznał związkowcom, że 1-procentowa podwyżka to byłby duży wysiłek organizacyjny dla rządu, a dla nauczycieli - finansowy ochłap. Dlatego przystał na propozycję ZNP jednej większej podwyżki we wrześniu.
Źródło: Gazeta Wyborcza