http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak zginęli sowieccy jeńcy 1920 roku?

Irena Lewandowska, Paweł Wroński, d
2009-08-31, ostatnia aktualizacja 2009-08-31 20:01

1920 r. Polscy żołnierze pilnują grupy jeńców radzieckich, wśród których jest 10-letni chłopiec
1920 r. Polscy żołnierze pilnują grupy jeńców radzieckich, wśród których jest 10-letni chłopiec
Fot. CORBIS

Ich "tragiczne losy", tak jak "cmentarze pamięci Katyń i Miednoje", powinny stać się "symbolem wspólnego żalu i wzajemnego przebaczenia" - napisał premier Putin. Sprawa jeńców z 1920 r. pojawia się jak bumerang w rosyjskiej propagandzie od 1990 r. jako Anty-Katyń za każdym razem gdy Polska mówi o zbrodni katyńskiej. Tymczasem już pięć lat temu polscy i rosyjscy archiwiści ustalili, że nie było żadnego mordowania sowieckich jeńców.

W 2004 roku w Moskwie został wydany zbiór 338 dokumentów z archiwów polskich i rosyjskich opracowanych przez polsko-rosyjską komisję archiwalną. Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych pisze: "Według ocen historyków polskich, liczba jeńców rosyjskich przetrzymywanych w polskich obozach pod koniec 1920 r. wahała się od 80 tys. do 85 tys., zaś liczba zmarłych w całym okresie działania obozów wynosiła 16-17 tys., prof. G. Matwiejew [współprzewodniczący komisji ze strony rosyjskiej] szacuje zaś liczbę zmarłych jeńców na 18-20 tys."

I dalej: "Publikacja obala tym samym rozpowszechniane często w Rosji opinie wymieniające kilkakrotnie bądź kilkunastokrotnie większą liczbę ofiar śmiertelnych wśród tej grupy ofiar wojny (40, 60 bądź ponad 100 tysięcy). Publikacja odrzuca także tezę o masowych rozstrzeliwaniach sowieckich jeńców w polskich obozach, co, zdaniem niektórych historyków rosyjskich, "uzasadniało" w oczach Stalina zbrodnię katyńską.

Dokumenty źródłowe pokazują, iż przyczyną śmierci były choroby lub epidemie (tyfus, cholera, dyzenteria, grypa), które w zniszczonym wojnami kraju zbierały obfite żniwo nie tylko w obozach jenieckich, lecz także wśród walczących żołnierzy i ludności cywilnej."

W recenzji z tego zbioru dokumentów, opublikowanej w "Naszej Polsze" (10/2005), Aleksiej Pamiatnych przypomniał, że poszukiwanie Anty-Katynia zaczęło się jeszcze pod koniec ZSRR. Po wizycie polskiego ministra spraw zagranicznych w Moskwie, prezydent Gorbaczow wydał 3 listopada 1990 r. polecenie nakazujące wszczęcie śledztwa w sprawie mordu katyńskiego. Ostatni punkt tego rozporządzenia brzmi: "Akademia Nauk, Prokuratura, MON, KGB razem z innymi urzędami mają przeprowadzić do 1 listopada 1991 r. prace badawcze ujawniające dokumenty archiwalke dotyczące zdarzeń i faktów z historii radziecko-polskich stosunków, w których wyniku poniosła szkody strona radziecka. Otrzymane dane będą wykorzystane gdy będzie to konieczne w negocjacjach z polską stroną na temat "białych plam".

Poniżej fragment niezwykle interesującego wywiadu z prof. Gennadijem Matwiejewem, współprzewodniczącym rosyjsko-polskiej komisji archiwalnej badającej losy jeńców wojennych po wojnie polsko-bolszewickiej. Wywiad został opublikowany w 2003 r., czyli rok przed wydaniem zbioru dokumentów.

Druga strona cudu

Irena Lewandowska, Paweł Wroński: Mimo iż od połowy lat 90. Polska deklaruje otwarcie archiwów, w sprawie jeńców do niedawna ze strony uczonych rosyjskich nie było zainteresowania...

PROF. GIENNADIJ F. MATWIEJEW*, współprzewodniczący polsko-rosyjskiej komisji archiwalnej badającej losy jeńców wojennych po wojnie polsko-bolszewickiej: - Ale warto podkreślić, że w końcu coś się robi. Od sierpnia istnieje wspólna komisja polskich i rosyjskich archiwistów, która przygotowuje zbiór dokumentów w tej sprawie. Zamierzenie jest takie, aby przedstawić wszelkie źródła w języku polskim i rosyjskim. Robimy to, co należy do historyków - przedstawimy fakty, natomiast każdy z tych faktów może wyciągnąć wnioski. Kto z tymi wnioskami się nie zgadza, może sam sięgnąć do tej publikacji.

Gdy tylko pojawia się w Rosji dyskusja o polskich sprawach, niemal natychmiast któryś z rosyjskich polityków zaczyna mówić o 100 tysiącach jeńców rosyjskich zamordowanych rzekomo przez Piłsudskiego. W 1994 roku mówił o tym w Krakowie rosyjski konsul generalny Borys Szerdakow, później wielokrotnie ten argument stosowali nacjonalistyczni deputowani do rosyjskiego parlamentu.

- Politycy nie zajmują się historią, politycy historię wykorzystują.

Gdy Polska domagała się wyjaśnienia prawdy o Katyniu, rosyjscy historycy przypomnieli tragedię białoruskiej wioski Chatyń - tak, aby jedna nazwa wyparła drugą. Po tym jak Rosja ujawniła prawdę o Katyniu, rosyjscy uczeni otrzymali dyrektywę, aby zająć się losami jeńców po wojnie polsko-bolszewickiej. Ta sprawa była eksponowana jako swoisty historyczny szantaż, taki "anty-Katyń".

- Jestem historykiem, nie zajmuję się polityką. Nie wiem w ogóle, czy takie dyrektywy były i czy powstał zespół badawczy, który miał te sprawy przedstawić w taki, a nie inny sposób.

Skąd ten pogląd, wyrażony przez Szerdakowa, że Piłsudski wymordował 100 tysięcy jeńców Armii Czerwonej?

- Z braku informacji. Nie ma dokładnych danych co do tego, ilu było rosyjskich jeńców w polskich obozach. W Rosji oceniano, że łącznie było około 170 tysięcy jeńców, w ramach repatriacji po 1921 roku wróciło 65 tysięcy i z tego zrodził się wniosek, że 100 tysięcy jeńców nie żyje. W Rosji pojawiły się informacje z ówczesnej polskiej prasy, które krytykowały sytuację w obozach jenieckich, pisały o zmarłych. Stąd kolejny wniosek - ci jeńcy zostali zlikwidowani.

Ale przecież część jeńców wstąpiła do białoruskiej dywizji gen. Stanisława Bułaka-Bałachowicza. Inni poszli z Semenem Petlurą, kolejni z Borysem Sawinkowem... Prof. Zbigniew Karpus z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika twierdzi, że łącznie w polskiej niewoli zmarło około 18 tysięcy rosyjskich jeńców - głównie z powodu tyfusu i grypy.

- Ależ ja to wszystko wiem! Część jeńców weszła w skład jednostek walczących z Rosją sowiecką. Zresztą plagą tej wojny były dezercje, żołnierze często przechodzili na drugą stronę. Powody były różne: zmęczenie wojną, zwykły strach, przyczyny ideologiczne. W polskiej armii przecież również byli komuniści. Po rosyjskiej stronie było wielu przeciwników komunizmu.

Jest takie charakterystyczne zdarzenie z lipca 1920 roku, gdy Armia Czerwona następuje na Warszawę i wydaje się, że jej zwycięstwo jest bliskie. Otóż na stronę polską przeszedł cały oddział Kozaków Jakowlewa. Dlaczego? Otóż ten oddział został kilka tygodni wcześniej wzięty do niewoli w walkach bolszewików z Denikinem. Niemal natychmiast został załadowany do pociągu i wysłany na front zachodni. Kozacy, gdy tylko nadarzyła się okazja, wymordowali swoich komisarzy i poszli do Polaków.

Przechodzenie na stronę wroga zdarzało się częściej ze strony Armii Czerwonej. To zrozumiałe - choćby z tego względu, że była to armia wielonarodowa. Ze strony polskiej były to przypadki rzadsze. W polskiej armii za to bardzo często dochodziło do dezercji, szczególnie w przypadku żołnierzy z poboru, głównie chłopów.

W jednej z wypowiedzi powiedział Pan, że do polskiej niewoli trafiło przeszło 200 tysięcy jeńców. Zapewne rosyjscy nacjonaliści zrozumieli to tak, że Polacy mają o wiele więcej na sumieniu niż owe 100 tysięcy.

- To nieporozumienie. Mówiłem, że gdyby badać dokładnie dane archiwum III Oddziału Sztabu Głównego, gdzie notowano meldunki między innymi o tym, ilu jeńców trafiło do niewoli, to wyszłoby ponad 200 tysięcy. Dodałem jednak, że polscy historycy kwestionują tę liczbę z prostego powodu, że wojskowi przesyłając meldunki bojowe, zwykli wyolbrzymiać swoje sukcesy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 77 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    59 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':