http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Są dowody na sprzedaż terrorysty

mk
2009-08-31, ostatnia aktualizacja 2009-08-30 23:11

Abdel Basset al-Megrahi wsiada do samolotu, którym poleci do Libii 20 sierpnia 2009
Abdel Basset al-Megrahi wsiada do samolotu, którym poleci do Libii 20 sierpnia 2009
Fot. SCOTT HEPPELL AP

Uwolnienie terrorysty z Lockerbie jest konieczne dla kluczowych interesów Wielkiej Brytanii - zdecydowało w 2007 r. brytyjskie MSZ

Abdelbaset Ali Mohmed Al Megrahi
Abdelbaset Ali Mohmed Al Megrahi
Wcześniej obiecywałem, że Al-Migrahi będzie wykluczony z brytyjsko-libijskiej umowy o wymianie więźniów, ale tak się nie stanie - pisał w grudniu 2007 r. szef brytyjskiego MSZ Jack Straw do szkockiego ministerstwa sprawiedliwości. "A to dlatego, że szersze negocjacje z Libijczykami wchodzą właśnie w kluczową fazę i wymagają tego ważne interesy Wielkiej Brytanii".

Chodziło o zwolnienie odsiadującego wyrok dożywocia w szkockim więzieniu Abd Al-Basita Al-Migrahiego, jednego z autorów zamachu na samolot PanAm nad szkockim Lockerbie, w którym w 1988 r. zginęło 270 osób. Dwa tygodnie temu rząd Szkocji wypuścił go na wolność, powołując się na chorobę Libijczyka, któremu zostało kilka miesięcy życia.

Jeszcze w lipcu 2007 r. Straw pisał, że Al-Migrahi powinien odsiedzieć cały wyrok w Szkocji. Chociaż dziś upiera się, że zmiana decyzji nie miała związku z podpisaną w tym samym roku wielką umową na dostawy libijskiej ropy, opublikowana wczoraj przez "Sunday Times" korespondencja na nowo wywołała słabnącą już polityczną burzę na Wyspach.

Zaczęło się w zeszłym tygodniu, kiedy libijski przywódca Muammar Kaddafi i jego syn Sajf Al- Islam niespodziewanie podziękowali Brytyjczykom za pomoc w uwolnieniu Al-Migrahiego. Wcześniej Szkoci twierdzili, że sami z przyczyn czysto humanitarnych zdecydowali o zwolnieniu terrorysty.

- Dziękuję naszym przyjaciołom w brytyjskim rządzie, którzy odegrali ważną rolę w doprowadzeniu tej sprawy do radosnego końca - napisał Sajf Al-Islam, a libijski dyktator podziękował premierowi Gordonowi Brownowi i królowej Elżbiecie, którzy "zachęcili szkocki rząd do podjęcia tej historycznej decyzji".

Nic nie dało zaprzeczanie brytyjskiego MSZ. Na głowę premiera posypały się gromy. - Nie może pan dłużej chować się za współczuciem szkockiego rządu dla "chorego człowieka" - mówił wczoraj rzecznik liberałów ds. zagranicznych Edward Davey. - Wreszcie mamy dowody na to, że w rozmowach o zwolnieniu Al-Migrahiego górę wzięły względy handlowe.

Nie tylko Brytyjczyków żywo interesuje, kto faktycznie zdecydował o zwolnieniu terrorysty, na którego w Trypolisie czekało prawdziwie królewskie przyjęcie przez obu panów Kaddafi i tłum wiwatujących Libijczyków. Decyzja, jak też i powitalna feta rozwścieczyły Amerykanów, bo większość ofiar znad Lockerbie pochodziła z USA. "New York Times" pisał, że pułkownik Kaddafi nic się nie zmienił, mimo iż w ostatnich latach nawiązał poprawne relacje z Zachodem i zgodził się wypłacić gigantyczne odszkodowania ofiarom z Lockerbie. - Uwolnienie było błędem, a powitanie, jakie zgotowali mu Libijczycy, było niewłaściwe. Nie można witać skazanego mordercy jak bohatera - oburzał się prezydent Barack Obama.

Szkoci bronią się, że nie wiedzieli, jak będzie wyglądało powitanie, a na świecie wiele osób popiera uwolnienie terrorysty. Wczoraj pochwalił ich za to Nelson Mandela.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.1

8 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne