Wcześniej obiecywałem, że Al-Migrahi będzie wykluczony z brytyjsko-libijskiej umowy o wymianie więźniów, ale tak się nie stanie - pisał w grudniu 2007 r. szef brytyjskiego MSZ Jack Straw do szkockiego ministerstwa sprawiedliwości. "A to dlatego, że szersze negocjacje z Libijczykami wchodzą właśnie w kluczową fazę i wymagają tego ważne interesy Wielkiej Brytanii".
Chodziło o zwolnienie odsiadującego wyrok dożywocia w szkockim więzieniu Abd Al-Basita Al-Migrahiego, jednego z autorów zamachu na samolot PanAm nad szkockim Lockerbie, w którym w 1988 r. zginęło 270 osób. Dwa tygodnie temu rząd Szkocji wypuścił go na wolność, powołując się na chorobę Libijczyka, któremu zostało kilka miesięcy życia.
Jeszcze w lipcu 2007 r. Straw pisał, że Al-Migrahi powinien odsiedzieć cały wyrok w Szkocji. Chociaż dziś upiera się, że zmiana decyzji nie miała związku z podpisaną w tym samym roku wielką umową na dostawy libijskiej ropy, opublikowana wczoraj przez "Sunday Times" korespondencja na nowo wywołała słabnącą już polityczną burzę na Wyspach.
Zaczęło się w zeszłym tygodniu, kiedy libijski przywódca Muammar Kaddafi i jego syn Sajf Al- Islam niespodziewanie podziękowali Brytyjczykom za pomoc w uwolnieniu Al-Migrahiego. Wcześniej Szkoci twierdzili, że sami z przyczyn czysto humanitarnych zdecydowali o zwolnieniu terrorysty.
- Dziękuję naszym przyjaciołom w brytyjskim rządzie, którzy odegrali ważną rolę w doprowadzeniu tej sprawy do radosnego końca - napisał Sajf Al-Islam, a libijski dyktator podziękował premierowi Gordonowi Brownowi i królowej Elżbiecie, którzy "zachęcili szkocki rząd do podjęcia tej historycznej decyzji".
Nic nie dało zaprzeczanie brytyjskiego MSZ. Na głowę premiera posypały się gromy. - Nie może pan dłużej chować się za współczuciem szkockiego rządu dla "chorego człowieka" - mówił wczoraj rzecznik liberałów ds. zagranicznych Edward Davey. - Wreszcie mamy dowody na to, że w rozmowach o zwolnieniu Al-Migrahiego górę wzięły względy handlowe.
Nie tylko Brytyjczyków żywo interesuje, kto faktycznie zdecydował o zwolnieniu terrorysty, na którego w Trypolisie czekało prawdziwie królewskie przyjęcie przez obu panów Kaddafi i tłum wiwatujących Libijczyków. Decyzja, jak też i powitalna feta rozwścieczyły Amerykanów, bo większość ofiar znad Lockerbie pochodziła z
USA. "New York Times" pisał, że pułkownik Kaddafi nic się nie zmienił, mimo iż w ostatnich latach nawiązał poprawne relacje z Zachodem i zgodził się wypłacić gigantyczne odszkodowania ofiarom z Lockerbie. - Uwolnienie było błędem, a powitanie, jakie zgotowali mu Libijczycy, było niewłaściwe. Nie można witać skazanego mordercy jak bohatera - oburzał się prezydent
Barack Obama.
Szkoci bronią się, że nie wiedzieli, jak będzie wyglądało powitanie, a na świecie wiele osób popiera uwolnienie terrorysty. Wczoraj pochwalił ich za to Nelson Mandela.