"Gazeta": - Kiedy według polskiego prawa można wykonać sterylizację?
Prof. Eleonora Zielińska: - Ta kwestia nie jest jasna. Nie ma wątpliwości, że jeżeli sterylizację przeprowadza się z powodu wskazań medycznych, to jest dopuszczalna i traktowana jak każdy zabieg leczniczy. Tak jest, gdy przyszła ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety. Wiele argumentów przemawia również za tym, by podobnie traktować przypadki, gdy chodzi o uniknięcie przekazania potomstwu chorób genetycznych. Oczywiście warunkiem koniecznym jest zgoda pacjentki - dobrowolna i świadoma, podjęta po otrzymaniu pełnych informacji.
Sprawa komplikuje się, gdy ciąża zagraża zdrowiu kobiety, ale to mężczyzna - mąż lub partner - chce dokonać sterylizacji u siebie na jej rzecz. Ale tutaj też istnieje pogląd prawny pozwalający przeprowadzić sterylizację i uznać za zabieg leczniczy na rzecz trzeciej osoby.
Problem jest ze sterylizacją na życzenie traktowaną jako środek antykoncepcyjny. Wśród lekarzy dominuje przekonanie, że to przestępstwo z artykułu kodeksu karnego mówiącego o ciężkim uszkodzeniu ciała poprzez pozbawienie zdolności płodzenia.
To przekonanie? A co mówi kodeks?
- Prawo mówi - w mojej ocenie - o sytuacji, gdy ktoś staje się ofiarą przemocy, zostaje poddany sterylizacji wbrew woli. Nie mówi o sytuacji, gdy ktoś dobrowolnie decyduje się na zabieg. Część przedstawicieli doktryny prawa karnego uznaje, że na gruncie obecnego stanu prawnego powinno się uznać sterylizację za legalną. Ja również tak uważam. Powinno się jednak uregulować ten problem, tak jak jest w wielu krajach, gdzie istnieje wyraźny zapis dopuszczający w określonych warunkach sterylizację na życzenie. Zapewniłoby to lekarzom poczucie bezpieczeństwa prawnego.
Czy istnieje w Polsce "podziemie" sterylizacyjne?
- Tego nie wiem, słyszałam, że przeprowadzane są takie zabiegi przy cesarskim cięciu. Nie wiem jednak jaka to skala.
Wioletta Woźna podczas cesarskiego cięcia została ubezpłodniona, jak mówi, nie była tego świadoma. Czy niejasności w prawie mogły przyczynić się do tej sytuacji?
- Nie sądzę, by to miało znaczenie w tym przypadku. Na każdy zabieg potrzebna jest zgoda pacjenta. Jeśli ta kobieta nie dała wyraźnej zgody na sterylizację, lekarze nie mieli prawa tego zrobić.
Bez zgody mogliby wykonać zabieg tylko, gdyby w trakcie operacji okazało się, że jest to niezbędne, by ocalić życie lub uchronić przed ciężkim rozstrojem zdrowia. Przykładem może być poród, w trakcie którego trzeba usunąć macicę, powodując ubezpłodnienie. Ale jeśli lekarze tłumaczyli, że być może zagrożenie pojawi się przy następnym porodzie i dlatego podwiązali jej jajowody - to zabieg nie był w tamtej chwili konieczny, nie było bezpośredniego zagrożenia. Kobieta, jeżeli chciałaby, mogłaby później sama zdecydować o sterylizacji.
Wydaje się, że lekarz decydował przekonany, że sterylizacja przy okazji cesarskiego cięcia jest celowa z punktu widzenia pacjentki i ze względów ekonomicznych. Ale to, co wydaje się dobre lekarzowi, nie musi być takie dla pacjenta. Jestem przeciwna takiemu paternalizmowi medycznemu.
Wiolettę Woźną wysterylizowano, a po porodzie na podstawie opinii kuratora i szpitala sąd odebrał jej córkę Różę.
- Nie znam wszystkich okoliczności. Ale obawiam się, że myślenie lekarzy, kuratora i sądu szło w takim kierunku, że ci ludzie nie powinni mieć więcej dzieci. Może nie są idealnymi rodzicami, ale to nie oznacza, że można bez zgody pozbawić matkę zdolności płodzenia. A w sprawie Róży od razu sięgać do środków najbardziej drastycznych. Gdyby zaakceptować takie postępowanie, wiele osób mogłoby mieć poczucie zagrożenia, że ich prawa mogą być bezkarnie naruszane.
Źródło: Gazeta Wyborcza