http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Młody maluje, cz. 4

Włodzimierz Kalicki
2009-08-30, ostatnia aktualizacja 2009-08-29 12:07

Krzysztof Kolarz, rocznik 1983, ASP w Warszawie, pracownia prof. Krzysztofa Wachowiaka. Stypendysta
ministra kultury 2001-2006, Małopolskiej Fundacji
Krzysztof Kolarz, rocznik 1983, ASP w Warszawie, pracownia prof. Krzysztofa Wachowiaka. Stypendysta ministra kultury 2001-2006, Małopolskiej Fundacji "Sapere Auso" 2003-2006, Fundacji im. Jana Pawła II 2006-2007. Wystawy: ogólnopolska wystawa pokonkursowa "Sacrum w sztuce", Wadowice 2005; "Artakcja" Działdowo, 2006; Alternatywa Cafe Galeria, Warszawa 2008
Fot. Bartosz Bobkowski

Natalia Szymonik, rocznik 1982, absolwentka ASP w Krakowie, pracownia prof. Leszka Misiaka. Wystawy:
Fot. Bartosz Bobkowski
Natalia Szymonik, rocznik 1982, absolwentka ASP w Krakowie, pracownia prof...
ZOBACZ TAKŻE
Odwiedziłem pracownie najmłodszych malarzy: studentów ostatniego roku akademii i zeszłorocznych absolwentów. Za dziesięć, piętnaście lat to ich prace powinny wypełniać publiczne i prywatne kolekcje sztuki nowoczesnej

Krzysztof Kolarz. Płaczą za nas

Jak znajduje pan tematy do swoich obrazów?

- Same mnie znajdują. Nie zastanawiam się nad tym, co chciałbym namalować, ale gdy w naturze trafię na coś ciekawego, zwłaszcza na interesującego człowieka, ręka sama szuka ołówka czy farb. To impuls - wiem, że kogoś chcę namalować, i biorę się do pracy.

Podchodzi pan do interesującego człowieka, przedstawia się, prosi o pozowanie?

- No nie, nie zaczepiam ludzi, jestem na to zbyt nieśmiały. Po prostu wpatruję się w taką osobę i staram się zapamiętać jej sylwetkę, ruch, grymas, światło układające się na twarzy. Potrafię patrzyć intensywnie, tak intensywnie, że to, co najważniejsze, po prostu zostaje w głowie. Potem, malując innego modela, staram się wykorzystać to, co z takich obserwacji mam w pamięci.

Nie robi pan tym anonimowym modelom fotografii?

- Maluję wyłącznie z natury, pomagając sobie pamięcią. Tylko to daje prawdziwą radość tworzenia. W malowaniu z fotografii jest dla mnie coś zniechęcającego.

Mówi pan o radości tworzenia, ale pańskie obrazy zaludniają znużeni, niemłodzi ludzie, o zniekształconych przez czas i niedomagania ciałach. To malarstwo jest głęboko pesymistyczne, dominuje w nim smutek ułomności istnienia.

- Zwykle maluję samotną postać we wnętrzu,

zamkniętą w czterech ścianach razem ze swoimi lękami, ze swoją samotnością. Rzeczywiście, z reguły na moich obrazach są takie depresyjne sytuacje, w których jest mało światła, specyficzny, mroczny klimat. Interesuje mnie starość jako stan mentalny, sytuacja coraz większej rezygnacji, odarcia ze złudzeń, z nadziei. Starość jako czyste trwanie w opuszczeniu, w osaczeniu lękami. Fascynuje mnie także starość jako rozpad ciała, rozlewanie się skóry, włóknienie mięśni, tracenie kontroli nad strukturą swego własnego bytu.

Ale takie tematy i klimaty nie wykluczają dla mnie radości malowania. Staram się, żeby wszystko na płótnie było zrobione dobrze, zależy mi na wysmakowanym kolorze, światłocieniu, słowem - na warsztacie. Zmaganie się z materią obrazu, osiąganie adekwatnych do malowanej sytuacji rezultatów warsztatowych daje mi ogromną radość. A że maluję tematy depresyjne, dla niejednego widza zniechęcające, to całkiem inna sprawa. Po prostu tak czuję świat, tylko to wydaje mi się ważne i prawdziwe. Ładne modele w ładnych sytuacjach, w otoczeniu ładnych przedmiotów nie interesują mnie. W tym nie ma prawdy.

Ludzie ładni, szczęśliwi, spełnieni są fałszywi, udają?

- No nie, czasem na przykład maluję ładne kobiety. Gdy mam przed sobą ładną modelkę, to staram się stworzyć jej psychologiczny portret, zinterpretować ją, ale też uchwycić jej piękno, odnaleźć w niej ciepłe momenty, złapać jej kobiecą erotyczną aurę.

To, że patrząc jako malarz na rzeczywistość, za istotne postrzegam jej ciemne aspekty, nie znaczy przecież, że jestem przypadkiem wymagającym pomocy psychologicznej. Staram się żyć normalnie i cieszę się z tego życia, jakie mam, z każdej dobrej sytuacji, jaka mnie spotyka. Czasem ogarnia mnie beznadzieja, bo życie początkującego malarza jest bardzo trudne, także materialnie. Zwłaszcza wtedy, gdy chce robić to, co wydaje mu się najważniejsze, nie zważając na gusty potencjalnych odbiorców.

A pan ma odbiorców potencjalnych czy całkiem realnych?

- Jest kilka osób, którym moje rzeczy się podobają, trochę obrazów zostało kupionych. To miłe, ale za mało, by po dyplomie móc się utrzymać z malowania. Dziś na rynku sztuki przede wszystkim liczą się zdolności marketingowe, mam czasem nawet wrażenie, że sama twórczość jest mniej ważna niż skuteczne jej promowanie.

Wystawy pomagają wypromować swoją twórczość.

- Nie robiłem wystaw.

Dlaczego?

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':