O sprawie napisała wczoraj "Gazeta". Komisja śledcza ds. zbadania okoliczności śmierci Blidy przegłosowała zaś, że Ryszard O. ma stawić się na jej posiedzeniu pod koniec września.
Ryszard O. jest tymczasowo aresztowany, siedzi w areszcie śledczym w Bydgoszczy. Wczoraj opisaliśmy, jak 27 września 2007 r. podsłuchał rozmowę konwojujących go funkcjonariuszy
ABW z delegatury w Katowicach. Blida zastrzeliła się w czasie zatrzymania kilka miesięcy wcześniej.
O. miał usłyszeć, jak funkcjonariusze ABW mówili o kpt. Barbarze P. To ona miała pilnować Blidy, gdy w czasie zatrzymania b. posłanka
SLD poszła do łazienki, sięgnęła po ukrytą broń i się zastrzeliła. Według zeznań O., miała ona tuż po wejściu do domu, straszyć Blidę więzieniem, aresztem i wywierać na nią presję psychiczną. - "Miała wsiąść jej na psychikę" - zeznał O. w łódzkiej prokuraturze, która bada okoliczności tragicznej śmierci Blidy.
W poniedziałek komisja wystąpi do ABW o nazwiska agentów konwojujących O.
Rozmowa z Leszkiem Piotrowskim adwokatem rodziny Blidów Agnieszka Kublik: Według Ryszarda O. funkcjonariuszka operacyjna ABW kpt. Barbara P. "miała wejść na psychikę" Barbary Blidy. Leszek Piotrowski: Jeśli to prawda, to jest to porażające.
Pan czytał protokół z przesłuchania Ryszarda O.? - Nie. Nie mam go wśród akt z łódzkiej prokuratury.
Jak to? - Nie wiem, sam się dziwię.
Ryszard O. zeznał m.in., że funkcjonariuszka miała za Blidą chodzić, denerwować ją i straszyć aresztem "i tym, co jej tam zrobią". Z akt sprawy wiadomo, że kpt. P. była przez chwilę sama z Blidą, gdy odprowadzała ją do łazienki. Szły razem z jadalni przez przedpokój i salonik. Czy mogła wtedy do Blidy coś powiedzieć, co ją bardzo zdenerwowało? - Wiem, że funkcjonariuszka dostała polecenie "idź za nią". I jak szły do łazienki, najprawdopodobniej coś do Blidy mówiła.
Komisja śledcza pytała tę funkcjonariuszkę, czy wtedy powiedziała Blidzie coś takiego, co mogło ją wyprowadzić z równowagi. Zaprzeczyła. Zeznała, że tylko spytała Blidę, jak się czuje, bo Blida źle wyglądała i była blada. - Czyli mogła coś takiego powiedzieć, że Blida się zdenerwowała i zbladła. Ale nie mam na to dowodów.
Presja na osobę zatrzymywaną, by się szybko załamała podczas przesłuchania to może być standard w postępowaniu służb specjalnych. Dlaczego nazywa pan te informacje porażającymi? - Bo to kolejny dowód, że ówczesne służby chciały Barbarę Blidę zgnębić, publicznie upokorzyć. Przecież nie była przestępcą. Chodziło o pokazanie mitycznego układu na lewicy, bo taka była przedwyborcza obietnica braci Kaczyńskich. Cel akcji u Blidy był czysto polityczny. I to mnie oburza.
Łódzka prokuratura przesłuchała Ryszarda O., ale konwojujących go funkcjonariuszy już nie. Przecież bez ich zeznań trudno będzie sprawdzić, czy relacja O. jest wiarygodna. - Zgadzam się. Liczę na sejmową komisję śledczą i mojego kolegę mec. Ryszarda Kalisza, że to wyjaśni.