Gdy wczoraj rano w szpitalu w Szamotułach rozpoczynał się obchód, na oddziale położniczo-ginekologicznym zjawił się prokurator. - Po artykule "Gazety" z urzędu wszczęliśmy śledztwo w sprawie pozbawienia płodności i wykonania zabiegu bez zgody pacjenta - informuje rzeczniczka poznańskiej prokuratury Magdalena Mazur-Prus. O przestępstwie powiadomiła też wczoraj pełnomocnik rodziny mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska.
Sprawę bada też rzecznik praw pacjenta. - Po raz pierwszy spotykam się z pozbawieniem płodności kobiety. Ciężkie, ludzkie sprawy trafiają do nas, ale ta jest naprawdę wyjątkowa - mówi Krystyna Barbara Kozłowska, dyrektor biura Rzecznika Praw Pacjenta przy ministrze zdrowia.
Wczoraj napisaliśmy, że podczas cesarskiego cięcia lekarze wysterylizowali Wiolettę Woźną. Podcięli i podwiązali jej jajowody, gdy była w narkozie. O sterylizacji pacjentka dowiedziała się z karty leczenia, którą otrzymała, wychodząc ze szpitala. Twierdzi, że nigdy na taki zabieg się nie zgodziła.
Woźna ze wsi Błota Wielkie to matka Róży, której historię śledzi od ponad trzech tygodni cała Polska. Sąd odebrał matce dziecko jeszcze w szpitalu, opierając się na opinii kuratorki, że w domu jest bałagan, rodzice są niezaradni życiowo, a matka jest "prawdopodobnie upośledzona". Róża jest w rodzinie zastępczej, toczy się sprawa o odebranie Woźnej i ojcu dziecka - Władysławowi Szwakowi - praw rodzicielskich. Przeciwko są rzecznik praw dziecka, proboszcz, 300 sąsiadów. Napisali apel do premiera i prezydenta RP.
Wczoraj prokurator zabezpieczył dokumentację medyczną Wioletty Woźnej, przesłuchał ordynator Barbarę Kaczmarek, jej zastępcę Elżbietę Nosek oraz dwóch innych lekarzy. - Twierdzą, że mieli zgodę kobiety na tzw. rozszerzony zabieg. Co oznacza to pojęcie? Nie potrafię powiedzieć - mówi prokurator Mazur-Prus.
Woźna podpisała zgodę na cesarskie cięcie i - jak mówi - o niczym innym nie wiedziała. Wicedyrektor szpitala Andrzej Leja tłumaczy: - Sam zabieg przebiegł nie do końca tak, jak zaplanowano. Czynności, o jakie został rozszerzony, miały na celu ratowanie życia. Sterylizacja nie jest zabiegiem ratującym życie. Może jednak towarzyszyć takim zabiegom.
Leja pytany o szczegóły odpowiada: - Tajemnica lekarska.
- Pani ordynator szpitala powołuje się na art. 35 Ustawy o zawodzie lekarza, który w sytuacji zagrożenia życia pozwala rozszerzyć pole operacyjne. Myślę jednak, że tutaj nie mieliśmy z tym do czynienia - uważa Krystyna Barbara Kozłowska.
Prokurator krajowy Edward Zalewski powiedział, że ze wstępnej analizy wynika, iż zgody pacjentki na zabieg nie było.
- Nawet jeśli kobieta wyraziłaby zgodę na sterylizację i potwierdziła to na piśmie, to nie jest to dla lekarza wystarczające. Według obowiązującego prawa w Polsce nie wolno wykonywać zabiegów ubezpładniających. Lekarze działali w tym przypadku bezprawnie - ocenia prof. Bogdan Chazan, dyrektor Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny w Warszawie. I dodaje: - Wydaje mi się, że w szpitalach położniczych wykonuje się zabiegi sterylizacji od czasu do czasu. Za zgodą czy bez zgody, jak widać. Myślę, że przypadek pani Woźnej jest fragmentem większej całości.
W poniedziałek prokurator chce przesłuchać Wiolettę Woźną w obecności jej pełnomocnika. Za pozbawienie płodności w polskim prawie grozi dziesięć lat więzienia, a za wykonanie zabiegu bez zgody pacjenta - dwa lata.
Źródło: Gazeta Wyborcza