Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Wydawca "Gazety Wyborczej" wytoczył byłemu premierowi proces za porównanie jej do "Trybuny Ludu z 1953 r.", organu KC PZPR, i za sugerowanie, iż Agora jest "pod kontrolą oligarchii" i "ma związki finansowe z układem oligarchicznym". Ówczesny premier użył tych sformułowań w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" w 2007 r., w przededniu kampanii wyborczej.
Oligarchię - według Kaczyńskiego - uosabiać mieli najwięksi reklamodawcy. Porównanie do "Trybuny Ludu" odnosić się miało do "ataków na rząd, partię
PiS i jego osobiście od wyborów 2005 r.".
Co do rzekomych związków z oligarchią, to Jakub Bierzyński, znawca rynku reklamowego, napisał na łamach "Rz", iż Kaczyński minął się z prawdą, bo "w mediach nie ma oligarchii". A ówczesny wiceprezes Agory udowadniał, że słowa Kaczyńskiego naraziły spółkę na utratę zaufania inwestorów, funduszy emerytalnych.
Fakty jednak nie miały w tej sprawie znaczenia. W sądowych sporach o ochronę dóbr osobistych rysuje się bowiem nowa linia orzecznictwa, którą dobitnie wyraził wczoraj sędzia Jacek Sadomski.
- Te słowa naruszają dobra osobiste powoda, ale czy swobodzie wypowiedzi nie należy dać pierwszeństwa? - pytał sędzia. I powołując się wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, odpowiadał: - Swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa.
Przytoczył kilka orzeczeń tego trybunału, w tym "Sanocki przeciwko Polsce" z 2007 r. Były burmistrz Nysy przegrał przed polskimi sądami proces o zniesławienie lokalnej gazety przez nazwanie jej tekstów "bolszewickimi", ale w Strasburgu wygrał. Trybunał uznał bowiem, że "politycy muszą również być w stanie się bronić" i że "gdy wolność dziennikarska ucieka się do pewnego stopnia przesady, a nawet prowokacji, to polityk, który odnosi się do takiej krytyki, może to zrobić na takich samych zasadach".
Sędzia Sadomski mówił wczoraj, że Agora to "wydawca największego dziennika politycznego w Polsce". Kaczyński postawił w wywiadzie dla "Rz" tezę, że po 1989 r. "gospodarka znalazła się w rękach postkomunistycznych oligarchów". Konsekwencją tego "politycznego poglądu" były słowa o Agorze.
- Głoszenie politycznych poglądów nie może być uznane za bezprawne - tłumaczył sędzia. Porównanie do "Trybuny Ludu" z 1953 r. nazwał "przesadzonym, jazgotliwym", ale celowym - bo wpisującym się w "polityczną polemikę". Sednem wczorajszego wyroku jest stwierdzenie: - Podstawą rozstrzygnięcia jest fakt politycznej polemiki między stronami tego sporu sądowego.
Proces wygrał Kaczyński (wyrok jest prawomocny). Jednak orzeczenie jest korzystne dla ogółu uczestników debaty publicznej - i polityków, i mediów. Pozostaje pytanie o konsekwencje: czy spory media - politycy się ucywilizują, czy też zapanuje "jazgot"?