http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Amerykański Fritzl z Kalifornii

Marcin Bosacki, Waszyngton
2009-08-29, ostatnia aktualizacja 2009-08-29 01:31

Porwana w 1991 roku 11-letnia dziewczynka odnalazła się właśnie w Kalifornii. Przez 18 lat mieszkała w szopie porywacza - z dwójką dzieci, które z nią spłodził

Phillip Garrido po aresztowaniu
Fot. HO REUTERS
Phillip Garrido po aresztowaniu
Jaycee Dugard przed porwaniem
Fot. HO REUTERS
Jaycee Dugard przed porwaniem
Jaycee Lee Dugard 10 czerwca 1991 r. wyszła jak codziennie na przystanek autobusu szkolnego w South Lake Tahoe w środkowo-wschodniej Kalifornii. Na oczach ojczyma dwójka ludzi wciągnęła ją do szarego samochodu i odjechała. Policja mimo śledztwa, w którym podejrzewano m.in. ojczyma, przez 18 lat nie odnalazła najmniejszego jej śladu.

W ostatni wtorek przed bramą Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley pojawił się 58-letni Phillip Garrido z dwójką dziewczynek w wieku 11 i 15 lat. Miał ze sobą trochę książek oraz broszur religijnych i mówił strażnikom, że chce wygłosić na uniwersytecie przemowę. Jednak, jak się okazało, nie miał bladego pojęcia, o czym traktują przyniesione przez niego książki. Nie wiedział też, o czym dokładnie chce mówić.

Strażnicy uniwersyteccy postanowili sprawdzić mężczyznę, zwłaszcza że stosunek między nim a dziewczynkami wydał im się "dziwaczny". Okazało się, że Garrido został skazany za porwanie oraz gwałt w 1971 r. i ma dozór policyjny.

Następnego dnia Garrido został wezwany na spotkanie ze swym opiekunem z policji. Przyszedł na nie z żoną Nancy, dwoma dziewczynkami i młodą kobietą o imieniu Allissa. Oficer, choć był wcześniej w domu Garrido wiele razy, nie znał całej trójki. W czasie przesłuchania okazało się, że Allissa to 29-letnia Jaycee Lee Dugard, która zaginęła bez wieści w 1991 r.

Jaycee przez 18 lat mieszkała w domu Garridów w Antioch nad Zatoką San Francisco, około 250 km od jej rodzinnego domu. Garrido zbudował dla niej prowizoryczny, choć wyposażony w elektryczność i prysznic szałas z namiotów i brezentu na tyłach swego domu. Porastały go chaszcze, a z ulicy nie było go widać.

To właśnie tam Phillip Garrido gwałcił małą Jaycee. Gdy miała 14 i 18 lat, urodziły się ich córki. - Przyszły na świat w tej szopie, nigdy nie opuściły tego miejsca, nigdy nie były u lekarza ani w szkole - mówili wczoraj policjanci. Sąsiedzi, choć wiedzieli, że Garrido to dawny gwałciciel i nie pozwalali zbliżać się do niego swym dzieciom, podkreślają, że przez 18 lat nie zauważyli nic podejrzanego. Widzieli wprawdzie, że z tyłu domu jest szałas, ale nigdy nie zauważyli w nim nikogo.

Prawdopodobnie Garrido pojawił się w na uniwersytecie Berkeley, bo chciał już zostać złapany. - Czuję się dużo lepiej. Tak musiało się stać - opowiadał dziennikarzom, będąc już w areszcie. Telewizji KCRA-NBC powiedział zaś: - Na początku wydarzyły się straszne rzeczy, ale w ostatnich latach wyprostowałem swe życie. Poczekajcie na zeznania świadka i ofiary. Usłyszycie bardzo wzruszającą, budującą historię.

Garrido miał drukarnię Głos Boga. Jeden z jego klientów Tim Allen wspomina, że w ostatnich latach Garrido myślał o porzuceniu drukowania wizytówek i kalendarzy i "rozpoczęciu kaznodziejstwa na pełną skalę". Allen mówi, że dwa razy widział w domu Garrido "dwie urocze dziewczynki", ale go to nie zdziwiło.

Garrido i jego żona zostali aresztowani, postawiono im zarzut porwania, a jemu także gwałtu i molestowania nieletnich. Jaycee Lee Dugard czwartek i piątek spędziła w hotelu koło San Francisco ze swą matką, która od 18 lat pogrążona była w depresji.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':