Jest 27 września 2007 r. Aresztant Ryszard O. (50 lat, wyższe wykształcenie, nauczyciel, przestępca gospodarczy) jedzie z więzienia w Bydgoszczy do Katowic. Przewożą go funkcjonariusze katowickiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Aresztant ma zamknięte oczy, agenci myślą, że śpi. Swobodnie rozmawiają o najważniejszej w tym czasie dla nich sprawie. Pięć miesięcy wcześniej w Siemianowicach przy próbie zatrzymania przez
ABW popełniła samobójstwo Barbara Blida.
Co podsłuchał Ryszard O. Agenci rozmawiają o kolegach, którzy brali udział w tej próbie zatrzymania (członkowie tej ekipy są zawieszeni i mają postępowania dyscyplinarne). Głównie - o jedynej w tym gronie kobiecie, kpt. Barbarze P. To ona miała pilnować Blidy, gdy b. posłanka
SLD poszła do łazienki, gdzie sięgnęła po ukrytą broń i się zastrzeliła.
"Gazeta" poznała zeznania Ryszarda O. Podczas przesłuchania w łódzkiej prokuraturze (bada okoliczności śmierci Blidy) tak zrelacjonował rozmowę podsłuchaną w konwoju ABW:
"Funkcjonariusz siedzący koło mnie mówił do tego z przodu, że oni mieli zielone światło z góry na wszystkie działania w domu p. Blidy. Padło stwierdzenie, że funkcjonariusz kobieta (podał imię tej kobiety, ale nie pamiętam) miała za zadanie denerwować p. Blidę, miała również chodzić za nią w trakcie zatrzymania. Funkcjonariuszka miała straszyć p. Blidę więzieniem, aresztem, że w tym areszcie co jej tam zrobią, jak tam będzie. O tym, że miała tak postępować, zadecydował jej naczelnik".
I najmocniejsze zdanie z zeznań Ryszarda O: "Pamiętam, że padło dosłownie sformułowanie ze strony mężczyzny siedzącego obok mnie, że funkcjonariuszka miała jej wsiąść na psychikę".
Wcześniej Ryszard O. przytacza fragment rozmowy agentów: "Na odprawie [przed zatrzymaniem b. posłanki] padło stwierdzenie, że Blida ma w domu broń, ale nie miało to większego znaczenia".
To ważne, bo przecież wcześniej ABW przyznała się do błędu - że nie sprawdziła, czy u Blidów jest broń.
Naczelnik przesyła list - po utracie władzy przez PiS Aresztant opisał swą podróż do Katowic w liście do naczelnika więzienia w Bydgoszczy. List przeleżał w szufladzie do wyborów jesienią 2007 r. Naczelnik przesłał go przełożonym dopiero w styczniu 2008 r. Stąd list otrzymała łódzka prokuratura.
Ryszarda O. przesłuchała 21 marca 2008 r. - Potwierdzam, że było takie przesłuchanie - mówi prok. Jacek Czarnecki z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
- Czy przesłuchano też funkcjonariuszy, którzy konwojowali świadka?
Czarnecki: - Nie mam takich informacji.
Zeznania Ryszarda O. dostali posłowie z komisji śledczej badającej sprawę Blidy.
Ryszard Kalisz, szef komisji: - Będziemy głosować nad wnioskiem o przesłuchanie Ryszarda O.
O. siedzi w areszcie śledczym w Bydgoszczy. Ma zarzut z art. 230 kk (powoływanie się na wpływy).
Rapacki: Zalecam ostrożność Czy sensacyjna relacja aresztanta jest wiarygodna? Czy jest to poważny trop odsłaniający metody służb specjalnych, które doprowadziły do tragedii?
Gen. Adam Rapacki, współtwórca
CBŚ, wiceszef
MSWiA: - Do rewelacji osób aresztowanych należy podchodzić z dużą ostrożnością. Świadek mógł sobie wszystko wymyślić lub słyszeć tylko część rozmowy, a resztę dopowiedzieć. Może chciał coś ugrać w swojej sytuacji, zgłaszając się z tym do prokuratury. Z drugiej strony świadek złożył zeznania w warunkach odpowiedzialności karnej. Należy więc zakładać, że nie chciał narazić się na zarzut kłamstwa. Jeżeli wiernie powtórzył to, co podsłuchał, to jest jeszcze pytanie, czy ci funkcjonariusze mieli sprawdzone informacje, czy też powtarzali w luźnej rozmowie plotki. Tak czy inaczej, na pewno powinni zostać przesłuchani.
Ryszard O. opisał rozmowę agentów jeszcze przed przegranymi przez PiS wyborami - gdy w prokuraturze i ABW rządzili ludzie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. W jakim więc celu aresztant miałby zmyślać podsłuchane słowa, które wskazywały na odpowiedzialność ludzi właśnie tej ekipy? I dlaczego doniósł o tym naczelnikowi, który podlegał resortowi Ziobry?