http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szwedzka ofensywa w sprawie imigracji

Jacek Pawlicki, AFP
2009-08-28, ostatnia aktualizacja 2009-08-27 15:49

Szwedzi i Komisja Europejska chcą, by uchodźcy przypływający nielegalnie do Włoch, Hiszpanii czy Grecji byli także wysyłani także do innych państw członkowskich UE. Nie wszystkim w UE podoba się ten pomysł

Łódź z 42 imigrantami na pokładzie przybija do brzegów włoskiej wyspy Lampedusa
Fot. TONY GENTILE REUTERS
Łódź z 42 imigrantami na pokładzie przybija do brzegów włoskiej wyspy Lampedusa
Przewodzących od dwóch miesięcy Unii Szwedów czeka pierwsze zderzenie czołowe z partnerami. Idzie o reformę polityki imigracyjnej od lat dzielącej kraje Północy i Południa

Szwecja, która choć sama jest krajem Północy, uważa, że unijną politykę trzeba zreformować, by odciążyć oblegane przez nielegalnych imigrantów Południe. I stawia sobie to za jeden z głównych celów półrocznego przewodnictwa.

Szwedzi chcą, by do końca października szefowie dyplomacji 27 krajów UE zaczęli rozmawiać o nowym, sprawiedliwszym ich zdaniem systemie rozmieszczania rzeszy imigrantów starających się o azyl w Europie. Sztokholm popiera bowiem tzw. politykę relokacji, zgodnie z którą uchodźcy z Afryki czy Azji przypływający masowo do brzegów Włoch, Hiszpanii, Grecji czy Malty byliby także wysyłani do innych państw członkowskich Unii. Każdy kraj UE miałby zgodzić się na określoną kwotę imigrantów azylantów do przyjęcia.

Konkretne propozycje w tej sprawie ma ogłosić w połowie września wiceszef Komisji Europejskiej Jaques Barrot odpowiadający za politykę imigracyjną. Potwierdził to kilka dni temu w Brukseli szwedzki minister imigracji Tobias Lennart Billström. Spodziewając się oporu wielu stolic, Szwedzi proponują, by to same kraje decydowały, ilu azylantów przyjmą.

O solidarność w sprawie imigrantów kraje basenu Morza Śródziemnego bezskutecznie apelują do partnerów od kilku lat. Bo to na nie spada ciężar przyjmowania dziesiątków tysięcy uchodźców, którzy wycieńczeni, na przepełnionych łodziach, dobijają albo toną u wybrzeży Włoch, Malty czy Wysp Kanaryjskich. Według urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców w 2008 r. aż 67 tys. nielegalnych imigrantów przepłynęło Morze Śródziemne w drodze do europejskiego "raju".

Przejmujące ich kraje są wciąż krytykowane przez organizacje praw człowieka za złe traktowanie uchodźców. Kilka miesięcy temu w całej Europie było głośno o fatalnych warunkach w obozach uchodźców na Malcie. Kilka dni temu Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców wezwał do zamknięcia przeludnionego greckiego obozu na Lesbos, twierdząc, że nie ma w nim odpowiednich warunków do przetrzymywania ludzi.

Amnesty International w jednym z raportów pisze, że "włoskie służby wyławiają uchodźców na wodach międzynarodowych i nie oceniwszy ich potrzeb związanych z ochroną, transportują do Libii, gdzie imigranci, osoby ubiegające się o objęcie ochroną międzynarodową i uchodźcy są narażeni na złe traktowanie". Z kolei "Grecja dosłownie wypycha uchodźców ze swoich granic morskich i lądowych z Turcją bez uprzedniej oceny ich wniosków azylowych. Ci, którym mimo to uda się wjechać do kraju, napotykają wiele prawnych przeszkód utrudniających otrzymanie ochrony". 

Rozłożenia odpowiedzialności za azylantów w Unii domagają się najgłośniej Włosi. W weekend na konferencji we włoskim Rimini szef MSZ Franco Frattini oskarżył partnerów z Unii, że znając wagę problemu, nie dążą do jego rozwiązania. - UE wygłasza wiele oświadczeń w różnych sprawach, ale nie wypowiada się w kwestii tego, co powinno dziać się z imigrantami, którzy docierają do jej granic. Wszyscy Europejczycy, wszystkie 27 krajów, muszą wziąć odpowiedzialność za tych ludzi - mówił Frattini, który był także komisarzem UE ds. imigracji.

Choć po cichu urzędnicy Komisji Europejskiej przyznają, że Włosi mają rację, Bruksela stąpa jednak po grząskim gruncie. Polityka wobec granic i azylu to w UE wciąż w większości domena państw członkowskich. A wiele z nich (Niemcy, Austria czy Dania) nie chce zgodzić się na dzielenie się azylantami i kosztem ich utrzymania. Nawet Polska ma zastrzeżenia do popieranej przez Szwedów propozycji "relokacji".

Imigracja to jeden z najbardziej palących problemów UE. Jeszcze w połowie lat 80. do krajów Europy Zachodniej napływało rocznie raptem 250 tys. osób. Dwie dekady później - już 2,5 mln. Państwa UE nie są już w stanie ich integrować. I bardzo szybko w całej Europie Zachodniej prawdziwe lub urojone negatywne skutki imigracji stały się tematem gorących debat politycznych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':