Ponurą opowieść anonimowego młodzieńca aresztowanego w czasie powyborczych zamieszek, a potem brutalnie gwałconego w teherańskim więzieniu, można znaleźć na stronie internetowej jednego z przegranych kandydatów - Mehdiego Karubiego.
- Kiedy byłem w więzieniu, związali mi ręce, zasłonili oczy - opowiedział Karubiemu. - Codziennie bili mnie prawie na śmierć, ale najgorsze było co innego: zrobili mi coś, czego nie dopuściliby się nawet niewierni! Potem mówili, że to moja wina, i twierdzili, że mi się podobało.
Chłopak opowiedział też, że kiedy rozmawiał z Karubim, przyszło trzech ludzi "z rządu". - Pytałem ich, dlaczego to robią, dlaczego tak nas traktują, co takiego zrobiliśmy - opowiada. - Odpowiedzieli: "Kiedy najwyższy przywódca zatwierdził wynik wyborów, trzeba było go uznać!".
Po raz pierwszy informacje o gwałtach w więzieniu Kahrizak pod Teheranem ujrzały światło dzienne na początku sierpnia - padły w liście Karubiego do ajatollaha Alego Akbara Haszemiego Rafsandżaniego. "Słyszałem o sprawach zawstydzających. Niektóre zatrzymane kobiety były gwałcone, tak samo jak i młodzi mężczyźni. Gwałty były tak brutalne, że wywołały poważne obrażenia fizyczne, a nie tylko depresje i urazy psychiczne" - pisał Karubi.
List wywołał wtedy prawdziwą burzę, bo wcześniej nikt otwarcie nie oskarżał więziennych strażników o gwałty, za które w Iranie można trafić na stryczek. Teraz Karubi ostrzega, że to nie koniec oskarżeń. - Ta opowieść to zaledwie mały fragment dowodów, które mam i które opublikuję, jeśli nie skończą się kłamstwa i nie znajdą się winni - zapowiada.
Może dlatego władze, które do tej pory uparcie zaprzeczały takim oskarżeniom, przyznając jedynie, że w więzieniach stosowano "niewłaściwe metody przesłuchań", postanowiły poważniej potraktować rewelacje Karubiego.
Parlament zgodził się zbadać zebrane przez niego dowody i już w poniedziałek został przesłuchany przez specjalną komisję parlamentarną. Jeden z jej członków Kazim Dżalili mówił potem dziennikarzom, że z zeznań Karubiego wynika, że co najmniej cztery osoby opowiedziały mu o gwałtach w więzieniu.
Wybory z 12 czerwca oficjalnie wygrał prezydent Mahmud Ahmadineżad, ale przegrani kandydaci uznali je za sfałszowane, a ich zwolennicy przez kilka tygodni protestowali na ulicach Teheranu. Zginęło 30 osób, a 2 tys. aresztowano. 100 z nich wytoczono pokazowy proces, co najmniej 200 nadal jest za kratkami.
W weekend z okazji początku ramadanu pod okrytym złą sławą więzieniem Evin zgromadziły się rodziny więźniów, bezskutecznie domagając się informacji o bliskich i pozwolenia na wizytę.
Źródło: Gazeta Wyborcza