Rozumiem powody, jakimi kieruje się rząd
USA, rezygnując z tarczy w Polsce.
Barack Obama piecze w ten sposób trzy pieczenie przy jednym ogniu. W dobie kryzysu oszczędza bardzo dużo pieniędzy, naprawia stosunki z Rosją i zadowala swych zwolenników, coraz głośniej wyrażających oburzenie zbyt wolnym ich zdaniem odrzucaniem spuścizny po George'u Bushu.
Niestety, decyzje o tarczy zapadają bez nas i poza nami. Wszystko wskazuje na to, że priorytety polityki zagranicznej USA za rządów nowego prezydenta nie obejmują Europy Środkowej. Rezygnacja z planów budowy bazy w Polsce to realny znak, że w oczach Białego Domu przestajemy się liczyć.
Amerykańska delegacja niskiego szczebla stojąca na
Westerplatte obok kanclerz Niemiec oraz kilkudziesięciu premierów i ministrów, w tym z Rosji, Wlk. Brytanii czy Francji, to znak symboliczny, że Ameryka przestała przywiązywać wagę do stosunków z Warszawą. W dyplomacji symbole są bowiem kluczowe, a skład delegacji jest właśnie potężnym symbolem.
Autorzy niedawnego listu otwartego byłych przywódców Europy Środkowej do prezydenta Obamy mieli rację - obecna administracja USA zapomniała o naszej części świata. Świętym prawem prezydenta Baracka Obamy i sekretarz stanu USA
Hillary Clinton jest dowolne wyznaczanie priorytetów amerykańskiej polityki zagranicznej. Naszym prawem jest jednak mówić, że lekceważenie Europy Środkowej to poważny błąd, który już dziś osłabia sojusz Warszawy z Waszyngtonem, a kiedyś wróci rykoszetem do Białego Domu.