Chodzi o podejrzenie, że gdańskie CBA namawiało gangsterów do składania zeznań obciążających naczelnika
CBŚ w Gdańsku i podległych mu ludzi. Jeden z nakłanianych po kolejnej rozmowie z CBA próbował powiesić się w celi aresztu. Trzy dni przed planowanym spotkaniem z policjantami, na którym miał zeznać oficjalnie, "na protokół" o podżeganiu go przez CBA.
We wtorek zawiadomienie w tej sprawie dostał prokurator krajowy Edward Zalewski. Wczoraj napisaliśmy w "Gazecie" o tajemniczej wojnie służb.
- Śledztwo poprowadzi Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie, łącznie ze sprawą próby samobójczej - poinformował nas wczoraj Zalewski.
Bo zagadka próby samobójczej Jacka W. w areszcie na Kurkowej w Gdańsku może być kluczem do ustalenia, o co chodzi.
Do wczoraj śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz. Jej wiceszefowa potwierdza nasze informacje, że Jacek W., choć żyje (strażnikom udało się go reanimować), nie pomoże już śledczym w odkryciu tajemnicy. - Jest w takim samym stanie, w jakim trafił do szpitala - mówi prok. Jolanta Matusiak. Czyli wegetatywnym.
Strażnicy więzienni przeszukali celę Jacka W. Nie znaleźli żadnego listu. Przeczytali notatki. Wynika z nich, że "miał wolę życia i plany na przyszłość".
Oficer doświadczony w operacyjnych grach służb uważa, że do targnięcia się na własne życie W. mogła skłonić ostatnia rozmowa z agentami CBA. I przedstawia hipotezę: - Ten człowiek mógł być tajnym informatorem CBŚ. Chłopcy z CBA, wywodzący się przecież po części z policji, mogli o tym wiedzieć. Mogli go zaszantażować: albo obciążasz naczelnika, albo puszczamy w miasto "cynę", że jesteś kapusiem. W tym środowisku to wyrok śmierci.
Nieoficjalnie wiemy, że Jacek W. nie był jedynym przestępcą, z którym CBA mogło tak rozmawiać. Ciąg dalszy nastąpi.