Projekt ustawy o opakowaniach przygotowany pod okiem ministra środowiska Macieja Nowickiego miał spowodować, że te firmy, które w zbyt małym stopniu "ściągają" z rynku wyprodukowane przez siebie opakowania, ponosiłyby specjalne "opłaty produktowe". Pieniądze zasiliłyby
budżet urzędów marszałkowskich i byłyby wydawane na zbiórkę i segregację odpadów.
Ministerstwo Środowiska szacowało, że rocznie samorządy dostawałyby z tego tytułu 4-5 mln zł.
Ustawa wprowadzałaby także obowiązkową "opłatę recyklingową" za niemal każdą plastikową torebkę - nawet 40 gr za sztukę. Już dziś wiele sklepów wycofuje się z darmowego rozdawania konsumentom foliowych torebek. Ale wciąż są one najpopularniejszym sposobem pakowania np. żywności. Rządowi eksperci szacują, że każdego dnia w samej tylko
Warszawie klienci dostają w sklepach 1,8 mln sztuk plastikowych torebek. Większość ląduje na wysypiskach śmieci albo, co gorsza, na ulicy, polu, w lesie itp.
We wtorek okazało się jednak, że premier
Donald Tusk polecił Nowickiemu napisanie ustawy od nowa. - Chcemy skutecznie walczyć z zalewem śmieci, które są skutkiem nadmiernej ilości opakowań, szczególnie opakowań foliowych. Ale chcemy uniknąć takich działań, które obciążyłyby firmy i obywateli - tłumaczył premier. Nie spodobało mu się w ustawie także to, że tworzy ona nowe byty biurokratyczne - dodatkowe rejestry.
- Będziemy dalej pracować nad projektem - zapewnia rzeczniczka resortu środowiska Magda Sikorska. Nie wie jednak, ile czasu MŚ będzie potrzebowało na poprawki.