http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Palikot posunie się dla kobiety

Rozmawiała Renata Grochal
2009-08-26, ostatnia aktualizacja 2009-08-26 01:36

- Bardzo bym chciał, żeby przyszły klub PO składał się mniej więcej w połowie z pań i panów. To byłby faktyczny parytet. I doprowadzimy do tego - mówi premier i szef PO Donald Tusk

Janusz Palikot
Fot. Filip Klimaszewski / AG
Janusz Palikot
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Tusk odniósł się w ten sposób do wczorajszego tekstu "Gazety". Napisaliśmy o propozycji szefa PO, by połowę list Platformy w wyborach do Sejmu w 2011 r. otwierały kobiety. I że pomysłowi przeciwna jest część kierownictwa partii.

Nasi rozmówcy przekonywali, że w PO jest za mało lokalnych liderek. - Nie zamierzam ustępować kobiecie tylko dlatego, że jest kobietą - oburzał się anonimowo jeden z polityków z zarządu PO.

Jednak Tusk zapowiedział wczoraj, że będzie namawiał polityków PO do swojego pomysłu. - To jest moje marzenie, żeby na listach PO połowa miejsc była dla kobiet, a połowa dla mężczyzn - mówił na konferencji prasowej. - Mam nadzieję, że nikt nie będzie tego blokował czy kontestował.

Według premiera jego pomysł powinien "bardzo skutecznie" zagwarantować obecność kobiet w życiu publicznym. W ostatnich wyborach do Sejmu na 41 okręgów kobiety miały na listach PO tylko pięć jedynek. W Sejmie jest dziś 20 proc. kobiet, a w Senacie zaledwie 8 proc.

- Na pewno jakiś wysiłek mobilizujący kobiety trzeba będzie podjąć, biorąc pod uwagę mniejsze zaangażowanie kobiet w życie publiczne niż mężczyzn - zapowiada premier.

Inicjatywę Tuska popiera Ewa Kierzkowska z koalicyjnego PSL, wicemarszałek Sejmu i jedyna kobieta w klubie ludowców. - Prezes Waldemar Pawlak jest za tym, aby zwiększać liczbę kobiet w polityce. Rozmawialiśmy, że warto już w wyborach samorządowych w 2010 r. proponować kobietom większy udział na listach i zobaczyć, jakie będą efekty - mówi "Gazecie" Kierzkowska. I dodaje: - Będę namawiać kolegów, żeby oddać kobietom pierwsze miejsca na połowie list w wyborach do Sejmu.

Jednak politycy opozycji nie wierzą w pomysł premiera. - To kolejna zapowiedź Tuska, która nie zostanie zrealizowana, tak jak ustawa o równym traktowaniu, którą ten rząd miał przygotować już roku temu - mówi "Gazecie" rzecznik klubu SLD Tomasz Kalita. - SLD jest pierwszą polską partią, która już kilka lat temu zobowiązała się w statucie do przestrzegania 30 proc. parytetu na listach. Co więcej, co roku jesteśmy monitorowani przez europejską Lewicę, czy zachowujemy parytet. Chcemy, żeby to był parytet kroczący aż do 50 proc., niewykluczone, że z czasem wprowadzimy też zapis, że połowę jedynek będą miały kobiety - dodaje Kalita.

Premier powtórzył wczoraj, że nie jest entuzjastą ustawowego parytetu, czego domagają się przedstawicielki Kongresu Kobiet Polskich. - Model szwedzki, gdzie partie same zobowiązują się do przestrzegania parytetów, jest dla mnie bardziej przekonujący niż przegłosowanie ustawy - mówił Tusk i dodał, że "niezależnie od losów przyszłej ustawy w sprawie parytetu" będzie forsował własne rozwiązania.

Inicjatorki Kongresu jesienią mają zacząć zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy. Zakłada on, że jeśli partia nie zachowa 50-proc. parytetu, jej listy nie będą zarejestrowane. Aby Sejm zajął się obywatelskim projektem, musi się pod nim podpisać 100 tys. osób.

Na razie wprowadzenie ustawowego parytetu poparł prezydent Lech Kaczyński i szef SLD Grzegorz Napieralski.

Poparcie prezydenta Kaczyńskiego nie wystarczy jednak, by przekonać do parytetu PiS. - Nie sądzę, żebyśmy poparli jakikolwiek parytet, bo to byłoby sztuczne rozwiązanie. Ale jesteśmy jeszcze przed dyskusją w klubie. Ja będę przeciw, bo kobiety są na tyle dynamiczne, że same przebijają się w polityce - mówi nam wiceprezes PiS Adam Lipiński. - Na Dolnym Śląsku, z którego kandyduję, jest pięć posłanek i czterech posłów. Jeśli tylko jakaś kobieta chce zajmować się polityką, to ma łatwiejszy start niż mężczyźni.

Ale w 19-osobowym komitecie politycznym PiS jest tylko jedna kobieta - przypominamy.

- Awans w strukturach partii wiąże się z doświadczeniem. W komitecie politycznym jest tylko jedna kobieta, bo w ekipie zakładającej PiS była większość mężczyzn - odpowiada Lipiński.

Rozmowa z Januszem Palikotem, poseł PO, szef Platformy w Lubelskiem

Renata Grochal: Mówił pan, że jest gotów oddać jedynkę na liście kobiecie w najbliższych wyborach parlamentarnych. Odda pan?

Janusz Palikot: Zrezygnuję z jedynki i oddam to miejsce kobiecie rekomendowanej przez powiaty, takiej, która dziś nie jest w parlamencie, ale znalazłaby się na dalszym miejscu na liście. To jest moje publiczne zobowiązanie. Zakładam, że te kobiety, które są dziś w parlamencie, są już wylansowane.

Jednak część pańskich kolegów z zarządu PO nie ma na takie działania ochoty. Wzbrania się przed proponowanym przez Tuska rozwiązaniem, aby oddać kobietom jedynki na połowie list Platformy.

- Boją się o swoją pozycję. Bo część osób ma dziś mandaty właśnie dlatego, że startuje z jedynki, a nie dlatego, że realnie pracuje w terenie. Ja się w naszym regionie nie martwię, czy Włodek Karpiński z Puław dostanie do Sejmu z drugiego, trzeciego, czy czwartego miejsca. On zawsze dostanie wystarczającą liczbę głosów, bo bardzo dobrze prowadzi biura. Podobnie Stanisław Żmijan z Międzyrzecza. Ale są tacy, którzy nie pracują tak intensywnie. I tylko dobre miejsce jest dla nich przepustką do Sejmu.

Jest pan za ustawowym parytetem dla kobiet?

- Tak. Ale jeśli nie będzie ustawy, to popieram rozwiązanie proponowane przez Tuska, że połowę jedynek na listach oddajemy kobietom, a pozostałe cztery miejsca na zmianę dzielimy między mężczyzn i kobiety.

Politycy PO mówią, że nie ma lokalnych liderek i trzeba je będzie sztucznie kreować. To prawda? W poprzednich wyborach tylko pięć kobiet na 41 okręgów miało jedynki na listach PO.

- Są liderki. W województwie lubelskim nie mamy z tym problemu - liderką jest wicewojewoda Henryka Strojnowska, która nie jest posłanką, jest również pani Alicja Lewandowska z Towarzystwa Regionalnego Miasta i Gminy Krasnobród, Kasia Woźnica z Biłgoraju - szefowa prywatnego ośrodka zdrowia.

Skoro pan jest takim admiratorem kobiet, to dlaczego w ostatnich wyborach do Sejmu w 2007 r. w pierwszej trójce na lubelskiej liście PO nie było żadnej kobiety, choć takie było zalecenie Donalda Tuska? Dopiero na czwartym miejscu była posłanka Joanna Mucha?

- Wtedy chodziło o uzyskanie maksymalnej liczby głosów. Mieliśmy pewność, że dostaniemy pięć mandatów. Dotychczasowi posłowie, czyli Włodek Karpiński i Wojciech Wilk, w swoich okręgach zebrali bardzo dużo głosów. I dlatego dopiero czwarte miejsce przypadło kobiecie. Teraz już możemy sobie pozwolić na więcej, bo podwoiliśmy struktury PO w Lubelskiem, mamy koła prawie we wszystkich gminach. Ale dodam, że w czerwcowych wyborach wprowadziliśmy do europarlamentu prof. Lenę Kolarską-Bobińską, wicewojewodą została pani Strojnowska, a wiceprezydentem Lublina jest pani Elżbieta Kołodziej-Wnuk. Udział kobiet we władzy w Lubelskiem jest więc duży.







Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':