Rosjanie przypuszczają, że będą to m. in. dowody na to, że Polska jeszcze w roku 1934 zawarła z Hitlerem tajny pakt przeciw ZSRR. W grze o przekonanie opinii publicznej o tym, że Stalin postąpił słusznie, zawierając w sierpniu 1939 r. układ z Hitlerem i wspólnie z nim dokonując rozbioru Polski, Rosjanie wyłożyli wczoraj dwie karty. W agencji RIA Nowosti zaprezentowano dwie prace poświęcone wydarzeniom sprzed 70 lat.
Jedna z nich, tegoroczny numer "Wiestnika Archiwa Prezidenta", zawierająca świeżo odtajnione i dobrze opracowane dokumenty dotyczące stosunków ZSRR i Niemiec w latach 1933-41, jest warta przestudiowania. Znalazła się tam m.in. korespondencja ambasadora Związku Radzieckiego w Turcji i ludowego komisarza spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa. Z tajnych depesz wynika, że flirt stalinowskiej Moskwy z hitlerowskim Berlinem rozpoczął się w maju 1939 r., a nie - jak twierdzi dziś propaganda rosyjska - dopiero w sierpniu, kiedy z winy państw zachodnich fiaskiem skończyły się rozmowy ZSRR z Francją i Wlk. Brytanią w sprawie ewentualnego sojuszu.
Wczoraj w RIA Nowosti dziennikarze mogli się zapoznać z napisanym przez Aleksandra Diukowa, dyrektora fundacji Perspektywa Historyczna, materiałem "Pakt Mołotowa-Ribbentropa w pytaniach i odpowiedziach". Ten złożony z 21 pytań i odpowiedzi zbiorek był, widać, przygotowywany przez ludzi, których wiedza o historii, przynajmniej naszego kraju, jest skromna. Na przykład jego okładkę ilustrują dwa herby - radziecki oraz biały orzeł. Orzeł jest bez korony, po prostu peerelowski. Autor sądzi więc pewnie, że w 1939 r.
Niemcy i ZSRR dokonały rozbioru nie II Rzeczypospolitej, lecz PRL.
Katechizm Diukowa jest zbiorem tych samych tez, które na temat paktu Ribbentrop-Mołotowa przed 70. rocznicą jego zawarcia stale powtarzała propaganda rosyjska: Stalin był zmuszony do sprzymierzenia się z Hitlerem, bo mocarstwa zachodnie nie chciały stworzyć wspólnego z ZSRR frontu przeciw nazistom, a przeciwnie - próbowały pchnąć Niemców do ataku na Związek Radziecki. Moralnie jest też czysty, bo tajne pakty z hitlerowskim Berlinem zawierały, lub przynajmniej próbowały zawierać, wszystkie państwa ówczesnej Europy.
Najbardziej dziś interesującym nas pytaniem z zdanych przez Diukowa jest siódme: "Czy jest prawdą, że radziecko-niemiecki układ o nieagresji i jego tajne protokoły nie miały precedensu w międzynarodowej praktyce dyplomatycznej?". Rzecz budzi emocje, bo jak ostatnio powtarza choćby rosyjska
telewizja państwowa, to Polska już w roku 1934 "jako pierwsza w Europie" zawarła układ z Niemcami, a w dołączonych do niego tajnych protokołach obiecywała wspólne z Hitlerem działania przeciwko ZSRR. W prezentowanej wczoraj książeczce czytamy: "Istnieją przypuszczenia, że do układu polsko-niemieckiego dołączone były tajne zapisy skierowane przeciw Związkowi Radzieckiemu".
Kiedy "Gazeta" zapytała autora, na czym oparte są te przypuszczenia, Diukow odpowiedział, że on sam się specjalnie nie wgłębiał w tę kwestię, ale "jakiś doktorant wiele lat temu napisał o polsko-niemieckich tajnych protokołach". Historyk dodał jednak, że już za kilka dni światło dzienne ujrzą dokumenty dowodzące, że to właśnie Polacy zawarli z Hitlerem tajny agresywny układ.
Diukow miał na myśli zapowiedź Służby Wywiadu Zagranicznego, która poinformowała, że w poniedziałek, w przeddzień rocznicy wybuchu wojny i przyjazdu premiera Władimira Putina do naszego kraju, zaprezentuje zbiór dokumentów ze swoich archiwów "Sekrety polskiej polityki zagranicznej. 1935-45".
Jak napisała agencja ITAR-TASS, książka "zawiera analityczne przeglądy polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej, doniesienia attaché wojskowych, wybór telegramów informacyjnych polskich misji dyplomatycznych i inne materiały". Czy znajdą się tam dokumenty, za pomocą których Rosjanie będą próbować dowodzić istnienia polsko-niemieckich tajnych protokołów z 1934 r., które polscy historycy negują, nie wiadomo. Moskwa do poniedziałku, czyli do ostatniej chwili przed obchodami 70. rocznicy wybuchu wojny, będzie trzymać nas w napięciu, udając, że ma w rękawie asa atutowego, który zmusi Polaków do przyznania, że w sporze o pakt Ribbentrop-Mołotow nie mają moralnej racji.